Tadeusz Zawadzki


I. Juliusz Verne - fantasta, realista i wizjoner


Ileż to jest spraw, które wczoraj jeszcze budziły sprzeciw, a urzeczywistnił je
dzień dzisiejszy!
J. Verne, Wokół Księżyca, przeł. L. Duninowska

Juliusz Gabriel Verne - wielki marzyciel ("książę marzycieli"), geniusz wyobraźni, świetny humorysta, entuzjasta nauki i techniki, bard geografii, klasyk powieści fantastycznonaukowej, poeta, dramaturg i znany na całym świecie autor Niezwykłych podróży - urodził się w Nantes1 - wielkim portowym mieście, położonym w południowej Bretanii, pięćdziesiąt kilometrów od ujścia Loary do Oceanu Atlantyckiego.
Oryginalne francuskie wydanie
Hetzela - ok. 1900 r.

Ojciec pisarza, Piotr Verne, z zawodu adwokat, ożeniony z Zofią Henriettą Allotte2 de la Fuye, spadkobierczynią bogatej rodziny nantejskich armatorów, miał dwóch synów i trzy córki - Matyldę, Annę i Marię.

Juliusz był jego pierworodnym synem. Przyszły powieściopisarz - fantasta wraz z młodszym zaledwie o szesnaście miesięcy bratem Pawłem wyrastał w atmosferze wielkiej przygody, którą stwarzało otoczenie. Ruch rybackich łodzi w porcie, pyroskafów, czyli pierwszych okrętów parowych; sylwetki cieśli, żaglomistrzów i powroźników, brodatych rybaków, marynarzy w pasiastych bluzach i kupców prowadzących handel zamorski - wszystko to zawładnęło wyobraźnią malców i w rezultacie zadecydowało, że wczesnym, letnim rankiem 1839 roku jedenastoletni Julek z małym żeglarskim workiem, w którym znalazło się nieco odzieży, kilka książek i prawdziwie marynarskie suchary wymknął się potajemnie z domu i zaciągnął na płynący do Indii żaglowiec "Coralie". Jego kapitan, widząc jak Juliusz doskonale włada marynarskim żargonem, przyjął go jako chłopca okrętowego. Ojcu udało się dopędzić zbiega w ostatniej niemalże chwili. Statek, na którym płynął młody uciekinier, znajdował się w ujściu Loary i przygotowywał się do wyjścia na otwarte morze. Pan Piotr ściągnął syna przemocą do domu. Julek za karę został zamknięty w pokoju o chlebie i wodzie i musiał przyrzec, że nie będzie już nigdy podróżował, chyba że w wyobraźni, w marzeniach. Niedoszły marynarz zapewniał rodziców, że chciał "tylko" przywieźć sznur korali dla swojej ukochanej, urodziwej i wesołej kuzynki Karoli3. Swój ból spowodowany nieudaną ucieczką z rodzinnego domu Juliusz wyraził w napisanej w roku1841 i dedykowanej matce melancholijnej balladzie Żegnaj, mój sławny okręcie. Jest to znany z rodzinnego przekazu jego debiutancki utwór.

Portret Juliusza i Pawła Verne
W 1838 roku Juliusz i Paweł podjęli naukę w Małym Seminarium Saint Donatien. W roku 1844 obaj bracia zaczęli uczęszczać do Nantejskiego Królewskiego Liceum. Uzdolnienia do przedmiotów ścisłych i fenomenalna pamięć pozwoliły Julkowi zająć w liceum jedno z pierwszych miejsc. Podczas nauki w liceum ulubionymi lekturami młodego Verne'a stały się robinsonady, książki podróżnicze, przygodowe, marynistyczne (te ostatnie szczególnie sobie upodobał).

Pod wyraźnym wpływem Wiktora Hugo, duchowego wodza całej młodej literackiej Francji, powstały wierszowane tragedie - pierwsze próby teatralne młodego pisarza. Warto zaznaczyć , że pisanie na potrzeby sceny sprawiało Verne'owi największą przyjemność. Juliusz po prostu uwielbiał scenę i wszystko, co się z nią wiązało. Pierwszy swój utwór dramatyczny młody Verne wręczył dyrektorowi teatru kukiełkowego Riquiqui. Niestety, spotkała go surowa krytyka i odmowa. Ale jeszcze dotkliwiej odczuł Juliusz niepowodzenie, gdy przeczytał swój utwór kuzynce Karolinie, w której się kochał. Karolina Tronson - "śliczna dziewczyna o złotych włosach i cerze przypominającej dojrzałą brzoskwinię" - była obojętna wobec tragicznej muzy Julka, nazywając jego utwory "dostojnym kitem". Jedynym cierpliwym słuchaczem i czytelnikiem tragedii Verne'a był Arystyd Hignard - kolega z liceum i "bardzo zdolny muzyk". Przez pewien czas Verne "zwiąże swą karierę z karierą Hignarda, tworząc drugorzędne przedstawienia muzyczne, operetki, którymi, jak się zdawało w połowie XIX wieku, Paryż nigdy się nie nasyci" 4. Juliusz kochał muzykę i to łączyło go z Arystydesem Hignardem, który "co prawda schlebiał gustom Paryżan, komponując lekkie operetki i piosenki, śpiewane potem na ulicy przez chłopców roznoszących towary, ale czasem potrafił godzinami improwizować, co pozwalało Juliuszowi marzyć"5 .

Do Paryża wyjechał Verne w roku 1847. Uczęszczał więc na wykłady z prawa i w 1849 roku na Sorbonie uzyskał stopień naukowy licencjata praw i tytuł adwokacki. W ten sposób wypełnił wolę swojego surowego, autokratycznego ojca, który widział w nim swego następcę w kancelarii adwokackiej. Ale istotnym powołaniem Juliusza była twórczość literacka. Miał już na koncie pierwsze próby literackie, o których dość pochlebnie wyrażał się Aleksander Dumas - ojciec, który cieszył się wówczas we Francji ogromną popularnością. To on właśnie postanowił wystawić jedną ze sztuk Verne'a w swym Teatrze Historycznym. W czerwcu 1850 roku na afisze tego teatru weszły Przełamane słomki (komedia w jednym akcie wierszem - 22 sceny).Ze względu na to, że w teatrze tym wystawiano tylko sztuki Dumasów, pod komedią tą obok Verne'a podpisał się również Aleksander Dumas - syn. Młody Verne bardzo często gościł w domu autora Trzech muszkieterów.

W jego bajkowym zamku Monte Christo - pisze Kszysztof Czubaszek - rzesze sekretarzy pisały pod dyktando wielkiego mistrza sławne historyczne romanse, a kopiści przepisywali je naśladując jego charakter pisma. Wizyty Verne'a w tej "fabryce snów" zrodziły więc przypuszczenia, że i on był faktycznym autorem kilku książek firmowanych nazwiskiem Dumasa (ojca)6.

Podczas pobytu w Paryżu Juliusz zbliżył się do kół artystycznych. Brał udział w towarzyskich spotkaniach młodzieży artystycznej zrzeszonej w "Klubie jedenastu kawalerów". Uczestnicy tego klubu, wyłącznie mężczyźni i wyłącznie bezżenni, co tydzień zbierali się na niezbyt wystawnym obiedzie, oceniali wydarzenia literackie, dzielili się swoimi planami, czytali wiersze, muzykowali, żartowali i śmiali się z innych kawalerów. A uznanym przywódcą owej kawalerskiej grupy artystycznej, rzeczywistym organizatorem wszystkich bufonad i arlekinad, był wyróżniający się twórczą wyobraźnią i niewyczerpaną wręcz fantazją Juliusz Verne - prawdziwy "król zabaw" i zarazem autor frywolnych wierszyków. Przyjaciele ułatwili mu zdobycie stanowiska sekretarza Teatru Lirycznego w Paryżu. W teatrze Juliusz zajmował się przygotowywaniem afiszów, przydziałem biletów, pilnowaniem, by aktorzy nie spóźniali się na próby i przedstawienia; a ponadto poprawianiem cudzych utworów. Nie lubianą pracę w teatrze Verne łączył z tworzeniem sztuk teatralnych. Wśród nich znalazły się tragedie, komedie, farsy, wodewile, libretta operetkowe.
A oto ich tytuły: Spisek prochowy (1850, tragedia), Dramat z czasów Regencji (1850, tragedia), Przełamane słomki (1850, komedia napisana wspólnie z Aleksandrem Dumasem - synem, dwanaście przedstawień w Teatrze Historycznym Aleksandra Dumasa - ojca), Uczeni (1851, "komedia obserwacji"), Kto się ze mnie śmieje? (1851, wodewil), Zamki w Kalifornii (1852, żartobliwa i zbudowana na porzekadłach sztuka prozą), Ciciubabka (1853, libretto operetkowe), Panna Majeranna (libretto operetkowe napisane wspólnie z Michałem Carré do muzyki Aristide'a Hignarda), Oberża w Ardenach (1860, libretto operetkowe), Pan Szympans (1860, farsa)7, Jedenaście dni oblężenia(1861,ostatnia młodzieńcza komedia Verne'a w 3 aktach prozą napisana razem z Karolem Wallutem i Victorienem Sardou). Wszystkie wymienione sztuki teatralne były - mówiąc zupełnie otwarcie - blade i mierne, płytkie i schematyczne; bulwarowe, pozbawione charakteru i pełne komunałów.

W latach 1851-1855 pojawiły się pierwsze próby narracyjne, które udało się młodemu prawnikowi umieścić w nie nazbyt poważnym, choć upiększonym reklamowymi nazwiskami Hugo i Dumasa czasopiśmie "Le Musée des Familles"("Muzeum Rodzinne"). Były to następujące tytuły: Pierwsze okręty floty meksykańskiej (1851), Podróż balonem (1851), Martin Paz (1852, pierwsza próba powieściowa ), Mistrz Zachariasz (1854), Zimowanie w lodach (1855).

Rok 1856 przyniósł ważną zmianę w życiu Verne'a. Wiosną tego właśnie roku uniwersytecki kolega i przyjaciel Wiktor Lelarge, szwagier znanego matematyka, profesora Henri Garceta, zaprosił Juliusza do udziału w weselu. Odbyło się ono w Amiens - cichym prowincjonalnym miasteczku w Pikardii, leżącym 150 km od Paryża. Na weselu Verne poznał młodą i uroczą wdowę Hinorinę Annę Hebę8 Morel i wybrał ją na dozgonną towarzyszkę swego niezwykle pracowitego życia. Jednakże efemeryczne zarobki, które nie wystarczały nawet osobie samotnej, zmusiły młodego literata do poprawy swojej sytuacji materialnej jeszcze przed zawarciem związku małżeńskiego. Dzięki finansowej pomocy ojca Juliusz Verne otrzymał pracę w jednej z paryskich kancelarii giełdowych. Jako agent giełdowy miał za zadanie śledzić wahania papierów wartościowych, znać aktualny kurs różnych walut zagranicznych, obroty przemysłu, kolejnictwa, floty handlowej.

Dziesiątego stycznia 1857 roku Juliusz, mający dwadzieścia dziewięć lat, zawarł związek małżeński z Honoriną Anną Hebą Morel, z domu de Fraysne de Viane, lat dwadzieścia siedem. Uroczysta ceremonia zaślubin odbyła się w kościele Św. Eugeniusza, w jednej ze starszych dzielnic Paryża. W ceremonii tej uczestniczyło zaledwie dwanaście osób: rodzice, siostry Juliusza, bliscy Honoriny z Amiens, a z osób postronnych - profesor Henryk Garcet i Arystyd Hignard.

Zasadniczą zmianę w sytuacji rodzinnej i pisarskiej Verne'a przyniosło spotkanie z wydawcą Piotrem Juliuszem Hetzelem. Skontaktował go z nim w roku 1862 jego przyjaciel Feliks Tournachon, znany pod pseudonimem Nadar. Był to pisarz, dziennikarz, karykaturzysta (powód, dla którego obrał pseudonim Nadar), podróżnik, budowniczy i pilot balonów, jeden z pierwszych fotografów. Nadar stał się pierwowzorem Michała Ardana, bohatera dwóch "księżycowych" książek Verne'a: Z Ziemi na Księżyc (1865) i Wokół Księżyca (1870). Ardan to, jak łatwo zauważyć, anagram nazwiska Nadar. Wspomniany wyżej P. J. Hetzel (1816 - 1886) był poważnym, znanym w literackim świecie Paryża dziennikarzem, pisarzem i wydawcą ilustrowanych książek. O tym przedsiębiorczym i energicznym człowieku mówiono wówczas: "edytor - artysta". Zmuszony do emigracji po zamachu stanu, dokonanym przez Ludwika Napoleona Bonapartego, mógł po paru latach wygnania, gdy nowy rząd okrzepł i złagodniał, powrócić do Paryża i od razu rozpocząć żywą działalność edytorską. Epoką w historii literatury dla młodzieży stało się założenie przez spółkę Jules Hetzel - Jean Macé "Magazynu Edukacji i Rozrywki" (1864 - 1915). Hetzel postarał się o znakomity dobór autorów dla swego dwutygodnika, a doświadczenie długoletniego wydawcy pozwoliło mu dostrzec w prawniku z literackim hobby wartościowego współpracownika. Ten obdarzony wielkim talentem edytor zaproponował Verne'owi stały, długoletni kontrakt. Pisarz został zobowiązany do dostarczania wydawcy dwóch tomów rocznie: dwóch jednotomowych powieści lub jednej dwutomowej. Hetzel brał na siebie obowiązek wydawania książek. Za wskazaną wyżej pracę zobowiązywał się płacić autorowi dwadzieścia tysięcy franków rocznie, "sumę ogromną, gdy obiad w dobrej restauracji kosztował franka!" Umowa miała obowiązywać przez dwadzieścia lat. Zaczęła się ciężka praca. Juliusz Verne wziął na swe barki niezwykle trudne i wymagające wytężonej pracy zadanie, dzięki czemu wielbiciele jego talentu na całym świecie mogli odbywać co roku inne "niezwykłe podróże". Verne, pisząc swe książki, studiował dzieła naukowe z najróżniejszych dziedzin wiedzy: techniki, fizyki, chemii, matematyki, geografii, astronomii, biologii, a nawet medycyny. Prowadził dyskusje i konsultował się ze specjalistami z wielu dziedzin wiedzy, a także z konstruktorami, od których otrzymał dużo teoretycznych i praktycznych wskazówek. Bardzo wiele godzin spędzał codziennie w Bibliotece Narodowej nad czasopismami technicznymi. Niektóre z nich prenumerował jako jedyny w Paryżu. Zdobyte w ten sposób wiadomości gromadził na fiszkach, które wciągał do swej kartoteki, zawierającej około dwudziestu tysięcy haseł.

Tak więc Verne poprzez gruntowne studia związane z tematyką pisanych utworów nie tylko wprowadził element naukowy do beletrystyki, ale pierwszy nadał swym powieściom cechy realizmu i w sposób nierozerwalny połączył realną wiedzę z naukową i twórczą fantazją. Autor Tajemniczej wyspy, pisząc książkę za książką i nie odpoczywając niemal ani chwili, "przedstawiał swym czytelnikom - utrzymuje Marek Wydmuch - dziesiątki olśniewających wizji wykorzystania techniki jeszcze wprawdzie fantastycznej, opartej jednak na znanych już i sprawdzonych podstawach naukowych"9. W powieściach Verne'a "element fantastyczny podany jest w takiej formie, że pozwala czytającemu powiedzieć sobie: "Jeśli nawet tak nie było, to jednak kiedyś coś takiego zdarzyć się może". Pasjonująca treść [tych powieści], pełna niezwykłych przygód, ułatwia przebrnięcie przez zbyt dokładne opisy przyrody czy też trudniejsze opisy urządzeń technicznych"10.

Nasza Księgarnia 1958 r.
Il. Daniel Mróz
Książki, które wychodziły spod pióra Verne'a, zapoczątkowały nowy nurt literatury, nowy typ powieści. Ogólnie uważa się Verne'a za odkrywcę i twórcę "powieści o nauce", jak ją nazywał sam pisarz w listach do ojca. Powieść ta bowiem wyrosła z sukcesów nauki i zdobyczy techniki. Dziś zalicza się tego typu utwory do "science fiction" lub "technic fiction"11. Ponadto ze względu na wspomniane wyżej cechy Verne po raz pierwszy w dziejach literatury science fiction stworzył fantastykę realistyczną. Oznacza to, że fantastyka ta nie była tworem czystej wyobraźni pisarza. Zaznacza to sam Verne w wywiadzie udzielonym amerykańskiemu dziennikarzowi Robertowi H.Sherardowi. Zapytany przez niego o opinię na temat twórczości Herberta George'a Wellsa (1866 - 1946), Verne odpowiedział, że nie ma między nimi podobieństwa. Książki autora Wehikułu czasu (1895) - zdaniem francuskiego fantasty - nie są oparte na naukowych podstawach, lecz na wymysłach, które autorowi Pięciu tygodni w balonie wydały się bardzo zabawne12. Warto przypomnieć, że w powieści Wokół Księżyca J. Verne'a jest taka scena, w której prezes Klubu Puszkarzy, Impey Barbicane, opowiada o tych autorach, którzy w swoich utworach przedstawiali "urojone podróże" na Księżyc. I tak np. francuski pisarz Bernard Fontenelle (1657 - 1757), jeden z pierwszych nowożytnych popularyzatorów wiedzy, napisał książeczkę, w której bohater przez udoskonalony teleskop zobaczył na Księżycu "pieczary zamieszkane przez hipopotamy"13. Inny zaś autor Edgar Allan Poe (1809 - 1849) - sławny amerykański poeta i nowelista w jednym ze swoich utworów przedstawia bohatera, który wyruszył na Księżyc balonem i dotarł tam "po dziewiętnastu dniach podróży"14. Prezes Barbican, którego wypowiedź bez wątpienia można utożsamić z poglądami samego Verne'a, dobitnie stwierdza, iż tego typu podróż była zwykłą mistyfikacją, "była wytworem fantazji".

Gebethner i Wolf 1909 r.
Verne okazuje zamiłowanie do nie wywołujących wątpliwości szczegółów, wyłożonych w zgodzie z logiką, do szczegółów technicznych i fachowej terminologii. W efekcie realistyczny charakter opisu zaznacza się bardzo silnie i służy pełnej wiarygodności obrazu. Gdy Verne pisał Przygody kapitana Hatterasa (1864), nie zaniedbał żadnego źródła wiedzy, żadnej informacji, by fantastycznej podróży nadać cechy realizmu. Gdy pisał Podróż z Ziemi na Księżyc, obliczeń matematycznych zgodnych z wiedzą swoich czasów dostarczał pisarzowi profesor matematyki Henri Garcet. Kiedy Verne podejmował decyzję pisania Dwudziestu tysięcy mil podmorskiej żeglugi, badał skrupulatnie wszystkie osiągnięcia współczesnej mu nauki i techniki, uzupełniając je własnymi pomysłami, które, zmieniane i poprawiane, bywały nieraz później wykorzystywane przez innych.

Verne to fantastyka wynalazku, niezwykłych podróży i pasjonujących przygód. Wymownie świadczy o tym pierwsza fantastycznonaukowa powieść francuskiego pisarza zatytułowana Pięć tygodni w balonie. Książka ukazała się w 1863 roku i została rozchwytana. Czytali ją wszyscy - dorośli, młodzież, dzieci. Ten inicjujący serię Niezwykłych podróży utwór przyniósł pisarzowi sławę i powodzenie, został ogłoszony w takiej postaci, jaką znają dziś miliony czytelników. Powieść rozchwytywano nie tylko w Paryżu; w trzy miesiące po wydaniu francuskim ukazał się przekład amerykański, a w ciągu następnych paru lat - tłumaczenia na czternaście innych języków. Niezwykle ciekawe jest to, że polscy czytelnicy mogli przeczytać powieść dosłownie w tym samym roku, w którym ukazała się ona we Francji po raz pierwszy. Oto "Gazeta Polska" w roku 1863 zaczęła publikować ją w odcinkach pod następującym tytułem: Podróż powietrzna po Afryce15 . W formie książkowej polskie wydanie Pięciu tygodni w balonie ukazało się w dziesięć lat później, tj. w 1873 roku.

Powieść przedstawia zorganizowaną w pełnej tajemnicy przez Londyńskie Towarzystwo Geograficzne powietrzną ekspedycję, która pod dowództwem doktora Samuela Fergussona dotarła do serca Czarnego Lądu, odkrywając nikomu nieznane źródła Nilu i, przecinając cały kontynent, znalazła się na terenie francuskich posiadłości nad rzeką Senegal. Doktor Fergusson wraz z dwoma towarzyszami dokonał w ciągu kilku tygodni tego, na co jego prawdziwi (realnie istniejący) poprzednicy potrzebowali wielu lat wyczerpującego wysiłku. Zadziwiająca podróż, o której dotąd nie pisano w czasopismach geograficznych całego świata, okazała się możliwa dzięki fantastycznemu wynalazkowi dowódcy balonu. Wynalazkiem tym, który otrzymał nazwę identyczną jak u Poe'go - "Victoria", był cudowny wehikuł, balon - gigant złożony właściwie z dwóch balonów, znajdujących się jeden w drugim, z zawieszoną na sznurach i uplecioną z trzciny gondolą oraz pomysłowym urządzeniem (palnikiem przypominającym swoim kształtem kaloryfer lub dmuchawę), za pomocą którego balon wznosił się i opadał w zależności od siły i kierunku wiatru, przy czym nie tracił gazu (wodoru), owej "siły, krwi i duszy" każdego aerostatu. W czasach Verne'a dla mieszkańców Paryża, którzy oglądali niemal codziennie unoszenie się balonów z Hippodromu i Pola Marsowego, loty powietrzne nie były już nowością. Ale balon, na którym dokonał swego lotu doktor Fergusson, rzeczywiście był nowością. Nie był to bowiem zwyczajny balon, lecz jego "udoskonalony potomek". Był to więc balon sterowany, który mógł się utrzymywać w powietrzu bardzo długo i bez większych przeszkód pokonywać ogromne odległości. W chwili ukazania się powieści takich aerostatów jeszcze nie było. I dlatego zarzucano francuskiemu pisarzowi, że "jego pomysły techniczne nie liczą się z rzeczywistością. Odpowiadał na to, że nie jest przecież naukowcem, a jego fantastyczne powieści mają tylko spopularyzować dotychczasowe zdobycze nauki, pobudzić twórczą wyobraźnię ludzi, którzy w przyszłości urzeczywistnią zapewne wiele jego koncepcji. "Wszystko, co człowiek zdolny jest sobie wyobrazić, inni zdołają wcielić w życie" - powtarzał wielokrotnie. Starał się jednak zdobyć jak najwięcej wiadomości teoretycznych i dopiero wówczas, gdy pomysły jego wybiegały poza ówczesną wiedzę o świecie, uciekał się do fantazji"16.

Marzenia pisarza o udoskonalonym aerostacie - balonie stały się rzeczywistością "dwadzieścia lat później, kiedy pojawiły się pierwsze sterowane statki powietrzne - sterowce zdolne do latania pod wiatr"17.

O fantastycznonaukowym charakterze Pięciu tygodni w balonie decyduje nie tylko ów cudowny wynalazek, dzięki któremu można było odwiedzać najbardziej niedostępne, nie tknięte dotąd stopą białego człowieka tereny afrykańskiego buszu, ale także idea przyświecająca podróży balonem nad Afryką, idea dotarcia do tajemniczych źródeł Nilu. W roku opublikowania książki Verne'a idea ta była oczywiście fantazją. Nie prowadziła jednak czytelnika w daleką przyszłość. Geograficzna fantastyka francuskiego pisarza "wyprzedziła rzeczywistość tylko o rok. W 1863 roku Speake i Grant, którzy w końcu 1860 roku wyruszyli z Zanzibaru, dotarli do miejsca, gdzie Nil wypływa z jeziora Wiktoria, tworząc szereg wodospadów - zupełnie tak, jak to przedstawiono w powieści. Dopiero później wyjaśniło się, że nie są to prawdziwe źródła Nilu; rzeczywistym strumieniem źródłowym wielkiej rzeki okazała się rzeczka Kagera, odkryta i zbadana przez Henryka Stanleya w 1875 roku"18.

Nasza Księgarnia 1973 r.
Il. Daniel Mróz
Tak więc zarówno sam wynalazek, jak i podróż do źródeł Nilu to naukowa fantazja autora, który potrafił wprost zahipnotyzować swoich czytelników, zmuszając ich, aby uwierzyli w jego zmyślenie. Nieprzypadkowo [...] wielu wierzyło w realność tej fantastycznej podróży i w istnienie doktora Fergussona. Pod czarodziejskim piórem powieściopisarza mapa Afryki ożyła na oczach czytelników, a szczegóły jej badania, które wydawały się tak nudne w autentycznych zapiskach afrykańskich podróżników, okazały się zajmującymi rozdziałami powieści. Żeby przetworzyć ogromny materiał zebrany przez pisarza, stopić te różnorodne epizody w jedną całość, potrzeba było naprawdę zadziwiającego skojarzenia fantazji i pracowitości 19.

Pięć tygodni w balonie - ów dziewiętnastowieczny bestseller (jak byśmy to dziś określili) przedstawia więc w artystycznej formie, poprzez sugestywne i zaskakujące realnością obrazy, dwa zasadnicze problemy z dziedziny nauki i postępu techniki, problemy, którymi były wypełnione pochodzące z drugiej połowy dziewiętnastego stulecia pisma naukowe i gazety: sterowanie balonami i badania Afryki Środkowej.

Prasa XIX wieku żywo interesowała się nie tylko lotami aerostatem i Czarnym Lądem, ale również problemem zdobycia za wszelką cenę bieguna. Być może, pod wpływem gazet informujących o podejmowanych ciągle przez wielu podróżników i żeglarzy próbach dotarcia do krainy wiecznych lodów Verne napisał powieść pt. Przygody kapitana Hatterasa. Wydrukowano ją w roku 1864 w "Magazynie Edukacji i Rozrywki". Hatteras to Anglik, który wraz z nielicznymi towarzyszami po straszliwych przejściach z żywiołem zdobywa biegun północny i szczęśliwie wraca do kraju. Gdy francuski fantasta pisał swoją powieść, nikt jeszcze nie dotarł do bieguna geograficznego, lecz wiadomości o warunkach życia podbiegunowego przynosili ci, którzy z wypraw północnych szczęśliwie wrócili20.

W powieści Verne wspaniale zawiązał fabularną intrygę, wiernie opisał przyrodę, doskonale wczuł się w psychikę opisywanych ludzi i - co ważniejsze - po raz pierwszy w literaturze przedstawił bytowanie polarnej ekspedycji. Z książki tej dowiadujemy się o wszystkich kolejnych wyprawach do bieguna północnego; autor podaje nazwiska, daty, nazwy geograficzne, nawet nazwy statków. Zdaniem K. Andriejewa, druga powieść fantastycznonaukowa udała się Verne`owi o wiele bardziej niż pierwsza. Tajemnica tego kryła się nie w znakomicie rozpoczętej i rozwiązanej akcji, ani nie w skrupulatnej rejestracji epizodów życia w Arktyce, lecz w charakterze jego bohaterów 21. Wyróżnia ich wierność i oddanie obowiązkowi, skromność i bezgraniczna wiara w naukę.

Obok lotów powietrznych, zainteresowań lądem afrykańskim, zdobyciem bieguna kolejnym problemem intrygującym ludzi drugiej połowy dziewiętnastego stulecia były tajemnice wnętrza naszej planety. Ich rozszyfrowania podjął się również Verne w nowej, "wulkanicznej" powieści zatytułowanej Wyprawa do wnętrza Ziemi (1864). Uczony geolog, profesor Otto Lidenbrock z Hamburga, jego siostrzeniec Aksel i przewodnik Hans Bjelke, z pochodzenia Islandczyk, podejmują "najbardziej zdumiewającą wyprawę XIX wieku". Otóż potajemnym podziemnym korytarzem znajdującym się we wnętrzu nieczynnego islandzkiego wulkanu Sneffels, docierają prawie do środka kuli ziemskiej, gdzie stykają się z dziwnym, fantastycznym światem - gigantycznymi, pustymi komorami, zamieszkałymi przez dawno wymarłe zwierzęta kolosalnych rozmiarów (ichtiozaury, plezjozaury, mastodonty); pradawnymi roślinami (drzewiastymi paprociami, ogromnymi palmami, już dziś zaginionymi sosnami, cisami, cyprysami); cyklopicznymi i tak wielkimi jaskiniami, że mieszczą się w nich atramentowe wody podziemnych mórz z przypływami i odpływami, burzami i wiatrem; wreszcie z jeziorami rozpalonej magmy, kryjącymi w sobie okrutne siły zniszczenia. Dzielni i pełni odwagi podróżnicy obserwują zjawiska i żywioły, których nikt nigdy jeszcze nie oglądał. Przeżywają przy tym przerażające przygody, by wreszcie przedostać się na zewnątrz przez znajdujący się w stanie erupcji sycylijski wulkan Stromboli. Powieść Verne'a jest więc opisem fantastycznej i niemożliwej, nawet dziś, podróży do centrum Ziemi; jest niebywałą i wręcz nieprawdopodobną historią, którą czyta się jednym tchem, nie zastanawiając się nad tym, dlaczego drewniana tratwa, na której znajdowali się podróżnicy, nie rozpadła się i nie spaliła, a ludzie się nie udusili w potwornie wysokiej temperaturze. Francuskiemu fantaście wystarczyło odwagi, by porwać się na tajemnice Ziemi i jej wściekły oraz okrutny żywioł przeciwstawić człowiekowi - odkrywcy. Pełne i udane w sensie artystycznym rozwiązanie tego zadania okazało się brzemieniem ponad siły. Pisarz nie potrafił zderzyć ludzi ze strasznymi siłami podziemnego świata. Dlatego pozbawionej konfliktu powieści nie zalicza się do jego najlepszych utworów22.

Najbardziej fantastyczną (termin fantastycznonaukowa za czasów Verne'a jeszcze nie istniał) i zarazem jedną z najpoczytniejszych książek francuskiego pisarza jest powieść Z Ziemi na Księżyc. Zaczęła ją drukować w odcinkach w roku 1866 jedna z najbardziej popularnych gazet paryskich "Journal des Débats" (gazeta nie posiadała żadnych koneksji z Hetzelem). Impulsem do jej napisania stało się opublikowanie w 1865 roku książki Aleksandra Dumasa - ojca Podróż na Księżyc. Lot na nocną planetę na grzbiecie orła był dla znajdującego się już w podeszłym wieku autora Hrabiego Monte Christo jedną z tych licznych książek - nie pamiętał nawet połowy ich tytułów - które napisał własnoręcznie i jedną z tysięcy książek wychodzących z jego pracowni23 .

Akcja powieści Verne'a toczy się w Stanach Zjednoczonych, gdzie właśnie skończyła się wojna domowa. Członków Klubu Armatniego przeraża martwy sezon. Postanawiają więc zbudować gigantyczną armatę - wyrzutnię i wysłać pocisk z ludzką załogą na Księżyc. Bohaterem powieści jest tym razem Francuz Michel Ardan, który swoją odwagą, beztroską i humorem zadziwia świat amerykańskich uczonych i wojskowych. Fabuła tej książki jest niezwykła. Nie pojawia się tu konflikt osobistych interesów bohaterów, lecz tylko zderzenie idei naukowych. Konstruowanie armaty, odlewanie pocisku, przygotowywanie prochu - to są zadziwiające fabularne zworniki powieści, a przezwyciężenie grawitacji największym marzeniem kosmicznych podróżników. W powieść tę Verne wcielił najbardziej postępowe idee swojego stulecia - idee pacyfistyczne. Przejawiają się one głównie w tym, że armatę jako najbardziej niszczycielski w dziewiętnastym stuleciu środek orężny zmusił do służenia nauce. Pod jego urzekającym piórem artyleria z narzędzia mordu przekształca się w środek łączności transportu, w potężną sondę do badania głębin światowej przestrzeni. Nienaganne rachunki matematyczne zrobione przez Garceta, przepełnione chłodną poezją nauki, zmuszają czytelnika do uwierzenia bez zastrzeżeń w tę pacyfistyczną fantazję24.

Przedstawione wyżej w sposób skrótowy pierwsze utwory fantastycznonaukowe Verne'a cieszyły się i nadal się cieszą ogromną popularnością wśród szerokich kręgów czytelników. Dla współczesnych Verne'owi cała siła i urok książek francuskiego fantasty tkwiła przede wszystkim w aktualności ich tematyki. Za Molierem mógł Verne powiedzieć o sobie, że brał tematy tam, gdzie je mógł znaleźć. Każdy dzień, każda przeczytana w dziennikach sensacja nasuwała nowe pomysły. Ta aktualność pociągała i zaciekawiała. Gorączka złota, jaka ogarnęła w połowie XIX stulecia cały niemal świat, znalazła swoje odbicie w jednoaktówce pt. Zamki w Kalifornii, drukowanej w tym samym roku, co pierwsza wersja Pięciu tygodni w balonie. Gdy otwarcie kopalni diamentów w południowej Afryce w Kimberley zafascynowało opinię publiczną, Verne pisze Gwiazdę Południa (1884), powieść osnutą na tle losów pięknego diamentu o tej nazwie. Gdy Verne poznał Nadara, znanego wówczas fotografa, i dowiedział się, że porzucił on swe liczne dotychczasowe zajęcia, aby poświęcić się sprawie budowy olbrzymiego balonu, wtedy to "czarodziej z Nantes" pisze swą pierwszą fantastycznonaukową powieść Pięć tygodni w balonie. Gdy francuski pisarz poznał geologa Saint-Clair Deville'a, człowieka, który objechał cały świat i mówił tylko o wulkanach i trzęsieniach kuli ziemskiej, pisze trzecią z kolei powieść fantastycznonaukową Wyprawa do wnętrza Ziemi. Przykładów podobnych dałoby się przytoczyć i więcej. Sama aktualizacja powieści nie wystarczyłaby jednak do zapewnienia trwalszego powodzenia u czytelników. Toteż Verne oparł swoje pisarstwo na interesującym tle, do czego obfitych materiałów dostarczały mu rozwijające się wówczas nauki ścisłe i przyrodnicze. Juliusz Verne wielką wagę przykładał więc do funkcji poznawczej swych utworów. Stąd owe tworzące tło fabuły plastyczne i rzeczowe, zawierające wiele szczegółów opisy , których celem było przede wszystkim popularyzowanie stanu badań współczesnej nauki. Pisarzowi chodziło także o rozbudzanie ciekawości młodych czytelników oraz wzbogacanie ich wyobraźni. W roku 1866 - jak pisze K. Czubaszek - pisarz doszedł do wniosku, że Paryż nie jest dobrym miejscem do tworzenia i przeniósł się wraz z rodziną do małej rybackiej wioski Crotoy nad Zatoką Sommy. Wynajął tam najładniejszą willę z widokiem na morze. Kupił także kuter rybacki i przerobił go na jacht. Nazwał go na cześć syna "Saint Michel". Odtąd dużo czasu spędzać zaczął na jego pokładzie, ucząc się żeglować i zwiedzając pobliskie porty. Na swym małym żaglowcu napisał prawie całą kolejną powieść, drugą część trylogii - "20 000 mil podmorskiej żeglugi" (1869 - 1870). Wcześniej powstała jej pierwsza część - "Dzieci kapitana Granta" (1867). Zakończenie jej, czyli "Tajemnicza wyspa" ujrzało światło dzienne dopiero na przełomie roku 1874 i 187525.

Gebethner i Wolf 1929 r.
Ta ogromna trylogia, nazywana często "morską" (jej akcja toczy się głównie na morzu), jest najlepszym dziełem pisarza. Verne osiągnął w niej najwyższe artystyczne mistrzostwo, stworzył najbardziej wyraziste portrety bohaterów; najpełniej wyraził światopogląd swego najlepszego okresu życia, nasyconego socjalnym optymizmem i bezgraniczną wiarą w rozwój nauki. W pierwszej powieści pisarz z realizmem ukazał świat kolonialnego ucisku i okrucieństwa białych kolonizatorów-Anglików, w drugiej- bojownika walczącego przeciw temu uciskowi, w trzeciej - ucieleśnienie swego marzenia o przyszłości (w przeświadczeniu pisarza nauka i technika miały zapewnić ludzkości szczęście i dobrobyt). Tajemniczą wyspę , która stanowi ukoronowanie słynnej trylogii, Verne napisał w Amiens, gdzie osiedlił się wraz z rodziną w 1872 roku. Nagły i nieoczekiwany dla wszystkich wyjazd, będącego w owym czasie u szczytu sławy pisarza, w znacznej mierze spowodowany został upadkiem Komuny Paryskiej i sytuacją polityczną, która się wtedy w Paryżu wytworzyła. Komuna Paryska była dla Verne`a tym wydarzeniem, które wywołało w nim wstrząs i rozwiało jego pacyfistyczne iluzje o solidarności ludzi, którzy są zdolni do stworzenia sprawiedliwego, bez jaskrawych wad i walki świata. Porzucenie Paryża i osiedlenie się w Amiens, które uczynił ośrodkiem swego pisarskiego żywota, było czymś w rodzaju wewnętrznej emigracji i "przeprowadzki na bezludną wyspę". Podczas pobytu w Amiens Verne zajmował się nie tylko twórczością literacką, ale także działalnością społeczną. W 1872 roku został członkiem Amienskiej Akademii Nauk, Literatury i Sztuki. W tym samym roku rozpoczął pracę nad ostatnią częścią morskiej trylogii. W sierpniu 1872 roku otrzymał nagrodę literacką Akademii Francuskiej. W 1874 roku został wybrany na dyrektora Amienskiej Akademii. Funkcję tę pełnił przez kilka lat. Verne był również długoletnim członkiem Rady Miejskiej w Amiens. Pisarza nie omijały jednak kłopoty rodzinne. W roku 1886 przed drzwiami swego domu w Amiens został postrzelony w biodro przez swojego obłąkanego siostrzeńca Gastona, który chciał w ten sposób przysporzyć swemu wujowi sławy. Zamach ten spowodował trwałe kalectwo pisarza, który nie mógł już pływać swoim wspaniałym jachtem i stopniowo zaczął tracić wzrok i słuch. Przyczyną kłopotów rodzinnych Verne'a był ponadto jego własny syn Michał. Kiedy miał 17 lat, oddano go do liceum w Nantes. Niestety, wkrótce został wyrzucony ze szkoły za - jak to określono - "przedwczesne zepsucie". Krnąbrnego, nieodpowiedzialnego i nieobliczalnego młodzieńca za namową jego wuja oddano do marynarki, gdzie "nie takich już przywoływano do porządku". W 1878 roku Michał w charakterze pomocnika nawigatora odpłynął do Indii. Osiem miesięcy później, spalony słońcem niczym stary wilk morski, wrócił pod ojcowski dach. Nie myślał jednak o jakiejkolwiek pracy, zajmował się wyłącznie rozrywkami i szybko popadł w długi. Co więcej, zdruzgotanemu ojcu oznajmił, że zamierza się ożenić. Jego wybranką była aktorka miejscowego teatru. Juliusz Verne był w rozpaczy - nie miał złudzeń co do sensowności i trwałości tego związku. Wkrótce po ślubie żona Michała urodziła dwóch synów. Dzieci przyszły na świat jedno po drugim, w odstępie zaledwie jedenastomiesięcznym. Tymczasem Michał zdążył już związać się z inną kobietą. Szybko więc się rozwiódł i wyjechał do Paryża, gdzie natychmiast ożenił się powtórnie. Wkrótce po raz trzeci został ojcem. Drugie małżeństwo zmieniło jednak Michała. Syn sławnego pisarza ustatkował się. Żona, która była dobrym muzykiem, uczyła go harmonii i kontrapunktu. Ku niemałemu zdziwieniu wszystkich okazało się, że Michał posiada niezaprzeczalny talent oraz wspaniałą muzyczną pamięć. Natchniony powodzeniem napisał operę, która wykonana później przez orkiestrę symfoniczną i śpiewaków operowych, zebrała przychylne recenzje. I w ten oto sposób pełen temperamentu młodzieniec został kompozytorem. Zresztą w jego głowie dojrzewały już inne plany. Próbie ich realizacji pomógł przyjazd do Paryża Juliusza Verne'a, który przyjął zaproszenie do odwiedzin i obejrzenia wnuka. Nowa synowa bardzo spodobała się pisarzowi. Zamiast kilku dni gościł w Paryżu ponad miesiąc. Zaczął tam nawet pisać nową powieść. I właśnie przy tej okazji Michał dał się poznać z innej jeszcze strony. Początkowo wielokrotnie omawiał z ojcem treść powstającej powieści. W końcu oświadczył, że sam chciałby spróbować sił na polu literatury. Okazało się, że ma już w zanadrzu kilka utworów. Wkrótce przy pomocy ojca ukazały się drukiem. Swoje pierwsze utwory literackie Michał opublikował pod pseudonimem. Krytycy nie dostrzegli jednak tego debiutu. Wtedy to Michałem owładnęła nowa pasja - kinematografia. W tym czasie wynalazek braci Auguste (1862 - 1954) i Louis (1864 - 1948) Lumiere stawiał dopiero pierwsze kroki.
Nasza Księgarnia 1974 r.
Il. Bogdan Zieleniec
Michał szybko opanował specyficzny język kina i zrealizował kilka filmów według powieści ojca - między innymi Gwiazdę Południa. Wszystkie te produkcje cieszyły się popularnością wśród widzów. Fragmenty, które dotrwały do naszych czasów, świadczą o talencie i pomysłowości ich twórcy. Tak więc Michał Verne został pierwszym w historii kina reżyserem filmów fantastycznonaukowych 26.

Wróćmy jednak do Juliusza Verne'a. Francuski pisarz w 1903 roku stracił słuch i niemal całkowicie wzrok. Pisał jednak do końca życia. Pozostające w rękopisach materiały wydawał po śmierci Verne'a jego syn (zob. część II opracowania o J.Vernie, a w niej wypowiedź Winicjusza Łachacińskiego na ten właśnie temat).Ostatnie rękopisy Verne dyktował bliskim, najczęściej swoim wnukom, niekiedy jednak pisał sam za pomocą specjalnego wskaźnika pozwalającego mu orientować się w położeniu poszczególnych wypowiedzeń - wierszy. Te ołówkowe zapiski (przez całe życie Verne nienawidził pióra i atramentu), zrobione drżącą, starczą ręką nie zostały w pełni rozszyfrowane do dziś.

Juliusz Verne zmarł 24 marca 1905 roku w wieku 77 lat. Ostatnim miejscem zamieszkania pisarza było Amiens. Przebywał tam trzydzieści cztery lata. W ciągu tych właśnie lat Verne pisał niezwykle szybko. Nierzadko rozpoczynał kilka powieści jednocześnie, rzucał je, zabierał się do nowej, znów wracał. Wszystko to przypominało niekiedy poszukiwanie utraconej młodości. W Amiens obok Tajemniczej wyspy Verne napisał m.in. takie utwory, jak: W 80 dni dookoła świata (1873), Michał Strogow (1876), Piętnastoletni kapitan (1878), Gwiazda Południa (1884), Robur Zdobywca (1886), Dwa lata wakacji (1888), Zamek Karpatach (1892), Na banderę patrz! (1896), Napowietrzna wioska (1901), Latarnia morska na końcu świata (1905).

Nowe Wydawnictwo 1936 r.
W czasie pobytu w Amiens zmienia się charakter twórczości pisarza. Z jego powieści znikają stopniowo bohaterowie samotnicy, genialni uczeni i wynalazcy. Verne traci wiarę w to, że nauka jest uniwersalnym kluczem otwierającym drzwi w przyszłość. Szuka sił, do których należeć będzie przyszłość, w narodowych i społecznych ruchach swojej epoki. Właśnie dlatego w miejsce książek fantastycznych i geograficznych pojawiają się powieści społeczne27. W powieściach tych spotkamy się z buntem Johna Brown'a i wojną Północy przeciw Południu w Ameryce o wyzwolenie i równouprawnienie Murzynów (Jangada, 1881, Północ przeciw Południu, 1887); z obrazami niewolnictwa kolonialnego w Afryce (Piętnastoletni kapitan, 1878), ruchem Tajpingów w Chinach (Niepokoje pewnego Chińczyka, 1879), powstaniem ludu hinduskiego przeciw angielskiemu panowaniu (Parowy dom, 1880), powstaniem Greków przeciwko jarzmu tureckiemu (Archipelag w ogniu, 1884), z obrazami rewolucji węgierskiej (Mateusz Sandorf, 1885), rosyjskim ruchem rewolucyjnym (Michał Strogow, 1876).

Wymienione wyżej powieści wymownie świadczą, iż Verne uwierzył, że narodom przyniesie pełną wolność jedynie walka o wyzwolenie.

Niektóre utwory francuskiego fantasty, realisty i wizjonera zostały sfilmowane. W roku 1902 ukazała się pierwsza ekranizacja Podróży na Księżyc, w roku 1936 zekranizowano powieść Michał Strogow, w roku 1939 w Związku Radzieckim pojawiła się ekranizacja powieści Dzieci kapitana Granta, na rok 1941 przypadła ekranizacja Tajemniczej wyspy. W roku 1962 na ekrany kin wszedł francuski film według trochę zapomnianej powieści Juliusza Verne'a Mateusz Sandorf. Jego reżyser Georges Lampin znany jest jako twórca filmowych adaptacji Idioty oraz Zbrodni i kary F. Dostojewskiego. Rok 1956 przyniósł film francusko - włosko - jugosłowiański pt. Michał Strogow - kurier carski w reżyserii Carmine Gallone; a także filmowe widowisko zabawnej powieści W 80 dni dookoła świata, widowisko produkcji amerykańskiej w reżyserii Michaela Andersona. Warto zaznaczyć, że kolejny film o carskim kurierze, pułkowniku Michale Strogowie, nakręcił w roku 1961 jeden z pionierów rosyjskiego kina Victor Tourjansky. Ten właśnie reżyser w 1926 roku wykonał we Francji niemą wersję Michała Strogowa. W 1957 roku amerykański reżyser Walt Disney sfilmował Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi. W tym samym roku czeski reżyser Karel Zeeman zekranizował powieść Na banderę patrz! W roku 1997 pojawiła się najnowsza ekranizacja drugiej części słynnej trylogii morskiej Verne'a, części zatytułowanej 20.000 mil podmorskiej żeglugi. Jej twórcą jest amerykański reżyser Rod Hardy. W oparciu o tę samą powieść Verne'a w 1978 roku powstał również amerykański film przygodowy, którego reżyserem jest Alex March.28 W 1999 roku ukazała się ekranizacja Wyprawy do wnętrza Ziemi. Reżyserem filmu jest Henry Levin, twórca m.in. Dżyngis - chana i Wspaniałego świata braci Grimm29.

Na podkreślenie zasługuje fakt, że niektóre powieści Verne'a zaadaptowano także dla potrzeb sceny. Do nich m.in. należą: ciesząca się fenomenalnym powodzeniem żartobliwa powieść - podróż W 80 dni dookoła świata 30, Michał Strogow, Dzieci kapitana Granta (premiera sceniczna - 1878).

Niezwykle interesujące jest to, że w końcu XX wieku sceniczne adaptacje powieści Verne'a pojawiły się nawet w lalkowych teatrach dla dzieci. I tak w roku 1997 w warszawskim teatrze Lalka słowacki reżyser Ondrej Spisak przedstawił inscenizację "wulkanicznej" powieści Juliusza Verne'a - Wyprawa do wnętrza Ziemi. Po Robinsonie Crusoe i Tolkienowskim Rudym Dżilu była to trzecia sztuka teatralna tego reżysera. Przypomnijmy, że treścią fantastycznonaukowej powieści Verne'a jest pasjonująca wyprawa do wnętrza Ziemi. W wyprawie tej uczestniczy niemiecki profesor Lidenbrock, jego siostrzeniec Aksel i przewodnik Hans Bjelke. Dzielni podróżnicy w 1874 roku wchodzą do krateru wygasłego wulkanu w Islandii i schodząc coraz niżej i niżej, podążają do wnętrza Ziemi. Podczas wędrówki w głąb Ziemi uczestnicy wyprawy dokonują zdumiewających odkryć. W mijanych warstwach skorupy ziemskiej odkrywają m.in. neandertalczyka, prehistoryczne zwierzęta, mineralne skamieliny i wiele innych jeszcze bardzo ciekawych zjawisk. Tę historię znamy już z książki Juliusza Verne'a. Ondrej Spisak, który reżyserował Wyprawę do wnętrza Ziemi w warszawskiej Lalce, potraktował tę fantastyczną podróż metaforycznie.

Verne'owska wyprawa do środka kuli ziemskiej u Ondreja Spisaka przekształciła się więc w metaforyczną podróż w głąb czasu, w głąb ludzkiej historii, w głąb ludzkiej kultury. Nieustraszeni podróżnicy słuchają, jak Archimedes wykrzykuje: "Eureka!", jak wybrzmiewa monolog "Być albo nie być"; oglądają ukrzyżowanie Chrystusa, wyprawy krzyżowe i wojny napoleońskie. Parowe miechy Jamesa Watta (1736-1819), angielskiego inżyniera i wynalazcy, przeobrażają się nagle w gigantyczne pedały Bachowskich organów. Aktorzy przedstawienia na moment zaglądają nawet do przyszłości - zobaczą tam Hitlera, Chaplina, telewizję i Beatlesów. Co jest najważniejsze w życiu? - pytają aktorzy na końcu przedstawienia. Nie odpowiadają, ale wychodzącym z teatru widzom - jak pisano wtedy w prasie - brzmi w uszach "All You Need Is Love" Beatlesów31 - "Wszystko to, co potrzebujesz, jest miłością".

Jedna z ówczesnych recenzentek nazwała teatr Ondreja Spisaka sztuką metafory i zaskakującego skrótu myślowego, podszytego zarazem humorem i poezją 32 .

Spektakl teatru Lalka Wyprawa do wnętrza Ziemi według powieści Juliusza Verne'a w reżyserii Ondreja Spisaka otrzymał Grand Prix na IV Toruńskich Spotkaniach Teatrów Lalek.33

W styczniu 2000 roku warszawski teatr Rampa przygotował widowisko W 80 dni naokoło światów na podstawie najzabawniejszej powieści J. Verne'a pt. W 80 dni dookoła świata. Podróż przez wszystkie kontynenty reżyser Jan Polewka połączył z charakterystyczną dla nich muzyką. Ze sceny teatru pobrzmiewały więc rytmy chińskie, arabskie, indyjskie. Rytmom tym towarzyszyło odkrywanie cudów świata 34.

Utwory Juliusza Verne`a odegrały poważną rolę w życiu wielu znanych i wielkich ludzi, uczonych, wynalazców i podróżników. Pomogły im w wyborze profesji i drogi życiowej, nauczyły ich kochać wolność i całą ludzkość. Dowodzi tego choćby życie Konstantego Edwardowicza Ciołkowskiego (1857-1935) 35, który nieraz wyznawał, że jego własne idee zrodziły się pod wpływem pomysłów francuskiego fantasty. Bardzo lubił Verne`a i miał o nim wysokie mniemanie rosyjski chemik Dymitr Mendelejew (1834-1907), który nazwał go "geniuszem naukowym" i nieustannie czytał jego książki. Na łożu śmierci Mendelejew prosił, żeby czytać mu Przygody kapitana Hatterasa. Tracąc świadomość i znów przychodząc do siebie, mówił: "Dlaczego nie czytacie, ja słucham"36.

Dziedzictwem przedstawiającym najwyższą wartość ze wszystkich dokonań pisarza nie są idee naukowe, nie są wyłącznie literackie wizje, lecz głównie wielka i niezwyciężona armia czytelników, miliony odbiorców, dzieci i dorosłych. Utwory Verne`a czytane są nadal przez kolejne pokolenia z niesłabnącym wciąż zainteresowaniem. Drogę, którą ostatecznie wybrał Verne dla całej swojej twórczości, wskazywały nie tyle libretta, farsy i wodewile, znajdujące się poniżej jego możliwości, ile właśnie wydawane przez Hetzela powieści. Lata pięćdziesiąte dziewiętnastego stulecia to w literaturze francuskiej zdecydowany zwrot ku realizmowi, od romantycznych wzlotów37 ku prozie dnia powszedniego. Gustaw Flaubert (1821-1880), Emile Zola (1840-1902), Guy de Maupassant (1850-1893) wyznaczyli nowy tor francuskiej powieści, ale Verne nie poszedł ich śladem. Może zdawał sobie sprawę, że nie zdoła dorównać im talentem, a może wrodzona wyobraźnia nie pozwoliła spętać się szarością tematów. Phillippe van Tieghem analizuje w znanej monografii38obce wpływy oddziaływujące na literaturę francuską. I tak wspomniany wyżej Edgar Allan Poe objawił się Francuzom po raz pierwszy w 1845 roku 39, gdy w "La Revue Britannique" wydrukowano przekład jednej z jego nowel. W latach 1856-1857 ukazały się dwa tomy jego Niesamowitych opowieści. Van Tieghem, a za nim Soriano zwrócili uwagę na wpływ, jaki twórczość amerykańskiego pisarza, uważanego za najwybitniejszego twórcę literatury grozy, wywarła na ukształtowanie się stylu prozy Verne'a. Odwrócony od realizmu dnia codziennego wybrał Verne klimat niezwykłości, wielkiej pasjonującej przygody, graniczącej nieraz z charakterystycznym przecież dla Poe'go horrorem. "Czarodziej z Nantes" szukał jednak niezwykłości w odmiennej niż Amerykanin dziedzinie. Wielki wpływ wywarły na niego znaczące sukcesy XIX stulecia. Nauki przyrodnicze rozwijały się w zadziwiającym tempie w epoce, która zyskała miano "wieku pary i elektryczności". Rozwój fizyki i astronomii, nowe teleskopy, które pozwoliły na dokładniejsze niż dotąd obserwacje Księżyca i na obliczenie prędkości światła, miały wpływ na powstanie hipotez dotyczących poszczególnych planet, kierowały wyobraźnią współczesnych w stronę niezbadanego Kosmosu. Wynalazek fotografii dał astronomom nowe narzędzie badawcze. Obserwatorium paryskie przystąpiło do katalogowania gwiazd różnej wielkości. Również rozwój chemii fascynował Verne'a, który spędzał długie godziny nad pojawiającymi się opracowaniami, popularyzującymi zdobycze nauki. Interesowała go ponadto przyroda ożywiona. Podróże naukowe przyrodników przynosiły
Wyd. B. Matuszewski 1946 r.
opisy egzotycznych krajów, pejzażu, fauny i flory. Wycieczka w zamierzchłą przeszłość francuskiego zoologa Georgesa Cuviera (1769-1832), który dał początek nowej nauce zwanej paleontologią, zwróciła uwagę na epoki przedhistoryczne tworzące nowe pola działania dla wyobraźni pisarza. Pobudziły ją także zdobycze geologii odsłaniające epoki, o których nie mogły mówić pisane ludzką ręką dokumenty. Były to więc silne bodźce, wystarczające, aby ukierunkować wyobraźnię Verne'a w jednoznacznie określony sposób. Z jednej zatem strony fascynującą wyobraźnię francuskiego pisarza kształtował klimat niezwykłości, tak frapujący czytelników Edgara Poe, z drugiej zaś - niezwykły wręcz rozwój nauk ścisłych i przyrodniczych oraz tak liczne wynalazki techniczne. To właśnie pod wpływem owych bodźców Verne napisał uznawaną powszechnie za arcydzieło powieść Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi (1870). W powieści tej z drobiazgową dokładnością opisuje wymyślony przez siebie cud techniki - całkowicie zelektryfikowany40 fantastyczny okręt podwodny o nazwie "Nautilus", okręt dowodzony przez tajemniczego kapitana Nemo, mściciela ludzkiej krzywdy, człowieka przychodzącego z pomocą najbardziej potrzebującym. "Nautilus" - ów symbol "lubego zamknięcia", "wspólnego szczęścia, jakie dzieci i pisarz czerpią z poczucia skończoności" 41, nie jest jednak tworem czystej wyobraźni pisarza. Zdzisław Ryłko pisze:

Już na wiele, wiele setek lat przed Verne'em - bo w czasach starożytnych - ludzie marzyli o [...] eskapadach podmorskich [...]. Wielki włoski malarz żyjący na przełomie XV i XVI wieku, Leonardo da Vinci, który był jednocześnie genialnym rzeźbiarzem, pisarzem, architektem i inżynierem, sporządził pierwsze plany i szkice [...] podwodnych statków. Po nim powstało jeszcze wiele projektów i nieforemnych modeli łodzi podmorskich, zanim człowiek odważył się na pierwszą próbę króciutkiej podróży pod powierzchnią wody w dziwacznej kulistej łupinie. Taki bowiem kształt miała pierwsza na świecie "łódź podwodna" skonstruowana na pół przeszło wieku przed przyjściem na świat Juliusza Verne'a. Były to lata walk kolonii Ameryki Północnej z Anglią, lata wojny o niepodległość i utworzenie Stanów Zjednoczonych. Koloniści amerykańscy nie posiadali prawie wcale floty i nie mogli skutecznie przeciwdziałać coraz to nowym transportom wojsk, które Anglia przysyłała do Ameryki, aby zdusić powstanie w koloniach. Wtedy to Amerykanin Dawid Bushnell skonstruował w roku 1775 kulistą drewnianą łódeczkę podwodną, którą nazwano "Żółwiem Amerykańskim". W "Żółwiu" było miejsce dla jednego tylko człowieka, który własnymi rękami wprawiał w ruch śrubę napędową łódki. " Żółw" podkradał się cichcem do nieprzyjacielskiego statku i częstował go pod wodą bardzo prymitywną miną. Oczywiście skutki takich ataków podwodnych nie były zbyt groźne dla angielskich okrętów42 .

W dwadzieścia lat później, tj. w roku 1797, amerykański inżynier i konstruktor pierwszych statków parowych Robert Fulton zbudował podwodną drewnianą łódkę o ręcznym napędzie, na osiem osób. W swoim kształcie przypominała ona wydłużonego cygara. Konstruktor wybrał dla niej nazwę "Nautilus", nazwę pochodzącą od żyjącego w tropikalnych morzach ślimaka "żłodzika" (po łacinie "nautilusa"), który ukryty w spiralnie skręconej skorupie potrafi zanurzać się i wypływać, zmieniając wewnętrzną objętość komór swojego mieszkania. "Nautilus" Fultona opuszczał się na głębokość czterdziestu metrów i mógł pozostawać pod wodą przez cztery godziny. Nazwę "Nautilus" zapożyczył Verne dla podwodnego okrętu kapitana Nemo. W Muzeum Morskim w Paryżu francuski pisarz mógł na własne oczy zobaczyć najnowszy model olbrzymiego podwodnego statku pod nazwą "Nurek". Statek ten po raz pierwszy w świecie posiadał silnik mechaniczny wprawiany w ruch przez sprężone powietrze.

Warto zauważyć, że Juliusz Verne nie był pisarzem daleko wybiegającym w przyszłość i tworzącym swój fantastyczny okręt na długo przed narodzinami prawdziwych łodzi podwodnych. Był natomiast autorem zajmującym się raczej doskonaleniem takich technik, których zalążki istniały za jego czasów. Verne ukazywał więc wynalazek już istniejący, tylko w dalszych stadiach jego rozwoju. Stąd też drewnianą łódź podwodną o ręcznym napędzie, urządzenie nader prymitywne za jego czasów, obrócił w doskonałego w swej konstrukcji "Nautilusa". Ciekawe jest to, że francuski fantasta okazał niewyczerpaną inwencję w tworzeniu śmiałych pomysłów udoskonalających istniejące urządzenia techniczne. Urządzenia te przedstawiał w swoich powieściach z niebywałym rozmachem. Ze szczegółowego opisu "Nautilusa", zawartego w powieści, wynika, że okręt kapitana Nemo - podobnie jak łódź inżyniera Fultona - wyraźnie przypomina cygaro, jego długość wynosi 70 metrów, szerokość zaś - 8 metrów. "Nautilus" jest więc statkiem długim, wrzecionowatym, bez porównania większym i szybciej się poruszającym niż wieloryb. Jego duszą jest energia elektryczna. To ona właśnie daje mu ruch, ciepło i światło, jednym słowem - życie. Od chwili ogłoszenia powieści o fantastycznym "Nautilusie" minęło ponad 130 lat, technika nieprawdopodobnie posunęła się do przodu, żegluga podwodna pierwszych prób i romantycznych marzeń dawno już stała się czymś zwyczajnym. Dlaczego więc okręt podwodny Verne`a , jedyny spośród wszystkich "Nautilusów", nie zestarzał się do tej pory? Dlaczego powieść wielkiego marzyciela wciąż jeszcze zachowuje swój czar? Dlaczego wreszcie nawet w naszej epoce, na początku trzeciego tysiąclecia, zachwyca czytelników całego niemalże świata?

Otóż tajemnica owego zachwytu kryje się przede wszystkim we wspaniałej, olśniewającej i mistrzowskiej kreacji głównego bohatera powieści , kapitana Nemo (po łacinie Nikt). Jest on przecież genialnym wynalazcą (odkrył dynamiczną moc elektryczności), inżynierem, geografem i podróżnikiem; a nadto człowiekiem, który kocha trzy rzeczy, trzy zjawiska: morze, muzykę i wolność. Swoją miłość do morza kapitan Nemo wyznaje już podczas pierwszej rozmowy z Piotrem Aronnaxem, profesorem Paryskiego Muzeum Przyrodniczego. Na pytanie profesora: - Kocha pan morze, kapitanie? - Nemo odpowiada w tonacji przepełnionej wzruszającą, liryczną, a nawet filozoficzną zadumą:

- O tak! Kocham. Morze jest wszystkim! Pokrywa siedem dziesiątych powierzchni kuli ziemskiej. Jego tchnienie jest czyste i zdrowe. To przeogromna pustynia, na której człowiek nigdy nie jest samotny, bo czuje wszędzie wokół siebie drgające życie. Morze jest nosicielem jakiegoś nieznanego, niezwykłego i potężnego życia; jest ruchem i miłością; jest żywą nieskończonością, jak się wyraził jeden z waszych poetów. [..]) Od morza, że się tak wyrażę, począł się nasz glob ziemski i - kto wie - czy się na morzu nie skończy43 .

Oto romantyczny, nastrojowy, refleksyjny i pełen urzekającej uczuciowości hymn kapitana Nemo na cześć morza. Morze ze swoimi głębinami i znajdującą się tam przyrodą jest dominującym modelem przestrzeni w powieści Verne`a. Wiąże się z nią rzeczowy, szczegółowy i zarazem zróżnicowany; oparty na ścisłych wiadomościach, długich i rzetelnych studiach opis mórz i oceanów, przez które przepłynął w ciągu siedmiu miesięcy "Nautilus". Wiele miejsca w powieści poświęca pisarz także opisom wędrówek po morskim dnie. Zaprasza na nie profesora Aronnaxa sam dowódca podwodnego okrętu. Jedną z nich jest wycieczka do prześlicznych koralowych ławic. A oto fragmenty jej opisu:

Była ósma rano. O pół do dziewiątej - wspomina profesor Aronnax, bohater i zarazem pierwszoosobowy narrator powieści - byliśmy już ubrani do tej drugiej podmorskiej wycieczki i uzbrojeni w oba aparaty - do oświetlania i do oddychania. Otwarto podwójne drzwi i wyszliśmy na dno, na którym leżał "Nautilus" [...]. Droga nasza prowadziła wśród niesłychanej plątaniny krzewów koralowych, okrytych delikatnymi kwiatkami w kształcie gwiazdek o białych promieniach. Krzewy te, przeciwnie, jak na ziemi, przytwierdzone były wszystkie do skał, rosnąc od góry do dołu. Światło naszych lamp grało na tych barwnych rozgałęzieniach, wywołując tysiące cudownych efektów. Wydawało się, że owe rureczki i błonki drżą pod falowaniem wody. Pokusa mnie brała, aby zerwać ich świeże, młode korony, zdobne w delikatne czułki, to świeże rozwinięte, to zaledwie powstałe. Potrącały je masy leciutkich rybek o migocących płetwach niby chmary przelatującego ptactwa. Ile razy jednak zbliżałem rękę do owych żywych kwiatów i ruchomych czułek, natychmiast całą kolonię opanowywała panika. Białe korony cofały się w głąb czerwonych szypułek, kwiaty rozpływały się wprost w oczach i krzak zmieniał się w kamienisty wzgórek44 .

Powyższy, nieco dłuższy fragment opisu morskiego dna wymownie świadczy o tym, że profesor Aronnax spogląda na ocean jak na prawdziwe dzieło sztuki. Bajecznie kolorowa, malownicza, na poły realna, na poły fantastyczna przestrzeń morskich głębin stanowi niezwykłe tło dla wielu przygód kapitana Nemo i jego towarzyszy. Pościg urządzony w pobliżu wybrzeży Japonii przez amerykański okręt "Abraham Lincoln" za "Nautilusem", który marynarzom owego okrętu kojarzy się z gigantycznym potworem morskim, okropny wstrząs "Nautilusa", powodujący wyrzucenie poza burtę "Abrahama Lincolna" profesora Aronnaxa, jego służącego Conseila oraz harpunnika Ned Landa, wciągnięcie trzech przyjaciół podróży do wnętrza "Nautilusa", spotkanie z Papuasami w pobliżu Nowej Gwinei, zwiedzanie cudownych cejlońskich ławic perłowych, straszliwa i pełna grozy walka z olbrzymim rekinem i z ośmiornicami, wycieczka do legendarnej Atlantydy ( motyw typowo fantastyczny!), uwięzienie "Nautilusa" pod lodami bieguna południowego, potworny wir, w który wpada statek kapitana Nemo - oto ważniejsze przygody, jakie przeżywają bohaterowie powieści podczas swojej podmorskiej żeglugi dookoła świata.

Drugą - obok morza pasją kapitana Nemo, tego "klasycznego mizantropa, który woli towarzystwo dzikich zwierząt niż podstępnych ludzi" 45 , jest muzyka. Postać kapitana, okrutnego mściciela krzywd swego narodu i własnych, byłaby zbyt jednostronna i mało ludzka, gdyby nie noce spędzone "w ekstazie muzycznej, unoszącej go ponad światy". W jego samotnej kajucie, tuż pod fotografią żony, ustawione są organy, na których godzinami całymi gra ten dziwny, tajemniczy człowiek. Nieraz rozbrzmiewa "nie kończąca się pieśń, skarga duszy gotowej do zerwania wszelkich więzów ziemskich" 46 .

Wreszcie trzecia namiętność. Wolność! Kapitan Nemo pragnie żyć tylko w łonie mórz, gdyż tylko tu - jak powiada - jest swoboda, gdyż tylko tu czuje się wolny ("Tu jestem wolny!"). Nemo jest wielkim bojownikiem o wolność swojego narodu i całej ludzkości. Wanda Krzemińska określa go mianem samotnego rycerza krążącego w swej łodzi podwodnej po morzach całego świata i pomagającego tym, którzy pomocy potrzebują 47. Kapitan Nemo, ślubując nigdy nie tknąć stopą lądu i dozgonnie bytować pod wodą, wypowiada jednocześnie wojnę despotom i z wielkiej samotni okrętu podwodnego wspiera mocnym ramieniem powstańców Krety, walczących z Turkami o niezależność. W gabinecie kapitana wiszą portrety bojowników o wolność. Są to

portrety wielkich postaci historycznych, których życie było jednym pasmem poświęceń dla ludzkości: Oto Kościuszko, zwyciężony bohater, który padł ranny z okrzykiem "Finis Poloniae", oto Botsaris, ten Leonidas współczesnej Grecji: O`Connel, obrońca Islandii; Washington, założyciel Unii Amerykańskiej, Manin, patriota włoski; Lincoln, który zginął od kuli zwolennika niewolnictwa; wreszcie męczennik za sprawę wolności czarnej rasy - John Brown, wiszący na szubienicy; wstrząsająco wierny rysunek Wiktora Hugo 48 .

Kapitan Nemo jest typowo romantycznym bohaterem. Na pokładzie "Nautilusa" nader rzadko oglądamy go w towarzystwie, przeważnie unika ludzi, oddając się samotnym medytacjom. Nemo podziela więc romantyczne upodobanie do samotności. Samotność ta jednak nie jest izolacją podróżnika czy poszukiwacza skarbów, bo każdy z nich, opuszczając na pewien czas świat cywilizacji, zachowywał nadzieję powrotu.

Samotność Nemo - pisze Jan Tomkowski - to stan izolacji totalnej, samotność wygnańca i anarchisty, mizantropa i eremity, ale również samotność wynikająca z faktu, że jest jedyny, że tak bardzo różni się od wszystkich ludzi żyjących na ziemi49 .

Romantyczny rodowód posiada nie tylko samotność kapitana Nemo. Posiada go również jego współudział we wspominanej walce o wolność. Reprezentowana przez dowódcę fantastycznego okrętu podwodnego, filozofia wolności, prowadzi jednak nieuchronnie do antynomii, do swoistego przeciwieństwa. Jak pamiętamy, Nemo mówi wiele o wolności, ale "akurat od przymusowych pasażerów "Nautilusa" żąda, by wolności się wyrzekli. Chciałby zniszczyć wszystkie więzienia na ziemi, lecz właśnie na mocy jego decyzji więzieniem staje się "Nautilus" 50.

Dalsze losy kapitana Nemo zostały przedstawione w Tajemniczej wyspie, która w zgodnej opinii badaczy uchodzi za najwybitniejszy utwór w dorobku pisarskim Verne`a. Akcję powieści pisarz umieszcza w drugiej połowie dziewiętnastego stulecia. Jej treścią są interesujące przygody pięciu odważnych, szlachetnych i przedsiębiorczych ludzi: inżyniera Cyrusa Smitha, dziennikarza Gedeona Spiletta, marynarza
Ilustracja D. Ferata
Nasza Księgarnia 1965 r.
Pencroffa, Murzyna Naba oraz piętnastoletniego chłopca Harberta Browna. Podczas wojny domowej w Stanach Zjednoczonych, nazywanej secesyjną, ludzie ci uciekają balonem z niewoli i lądują na zagubionej wśród fal Pacyfiku samotnej wyspie, którą zagospodarowują, a nawet uprzemysławiają oraz bronią przed napaścią piratów, którzy mają ochotę założyć tu zbójecką kryjówkę.

Jan Tomkowski w swojej książce poświęconej w całości interesującej interpretacji tego utworu słusznie zauważa, iż w niezwykle bogatym dorobku pisarskim francuskiego fantasty Tajemnicza wyspa jest nie tylko pod każdym względem powieścią wyjątkową, ale również najbardziej tajemniczą w jego powieściowej twórczości.51

Już na pierwszy rzut oka wspomniana tajemniczość zostaje zasygnalizowana przez sam tytuł powieści oraz rozbudowane tytuły poszczególnych jej rozdziałów. Istotnym jednakże jej źródłem są fantastyczne, nierealne kształty wyspy, na której toczy się mrożąca krew w żyłach akcja powieści. Zawarte w niej opisy wyspy podkreślają jej dziwny, fantastyczny niejako kształt.

Dziwaczny kształt wyspy - zauważa narrator - był zdumiewający i gdy, za poradą inżyniera, Gedeon Spilett narysował jej kontury, wszyscy stwierdzili, że była podobna do jakiegoś fantastycznego zwierzęcia, jakiegoś potwornego płetwonoga, który zasnął na falach Pacyfiku 52 .


Ponadto jeden z przylądków wyspy, nazwany przez Naba "Przylądkiem Pazura", stanowił jakby potężny pazur fantastycznego zwierzęcia, które wyspa przypominała swoim dziwacznym kształtem 53. Nie tylko jednak sam kształt wyspy sprawia na rozbitkach jakieś dziwne wrażenie, ale również znajdująca się na niej przyroda. W zdumienie wprowadza ich kontrast pomiędzy południowym a północnym wybrzeżem wyspy. Jedno było zalesione i pokryte zielenią, drugie jałowe i dzikie. Jedno wyglądało

jak wielka różnobarwna mapa plastyczna z zielonymi plamami lasów, żółtymi - piasków i błękitnymi - wód; drugie zaś groźnie, a dziwny układ skał, spiętrzenie głazów świadczyło o tym, że w odległych epokach geologicznych nastąpiło tu gwałtowne ochłodzenie płynnego bazaltu. Typowe dla północnego wybrzeża wyspy spiętrzenie głazów wyglądało tak groźnie, że gdyby los rzucił rozbitków najpierw na ten brzeg, to na pewno byliby przerażeni widokiem wyspy. Z Góry Franklina trudno im było dojrzeć te ponure zarysy wybrzeża, ale z morza widok był tak niesamowity jak chyba nigdzie na świecie. [...] Bariera wiecznych lodów na morzach podbiegunowych w swojej majestatycznej grozie nie tworzyłaby dziwaczniejszego widoku. [...] Cyrus Smith i jego towarzysze przyglądali się temu ze zdziwieniem graniczącym z ekstazą, nie mogąc wykrztusić z siebie słowa54 .

Położona na bezkresnych przestrzeniach południowej części Oceanu Spokojnego Wyspa Lincolna posiada nieprawdopodobnie bogaty świat mineralny. Żyjące na wyspie zwierzęta i rośliny są " pstrokatą mieszaniną zwierząt i roślin niemal całego świata". Niewiarygodna jest obecność na wyspie takich zwierząt, jak: jaguar, dziki baran, pekari, aguti, lis szakalowaty. Nie mogły rosnąć na tej wyspie i w tej strefie klimatycznej bambusy, eukaliptusy, palmy sagowe. Wyspa Lincolna w opisanym przez Verne`a kształcie - jak zgodnie orzekli specjaliści z zakresu geologii, botaniki i zoologii, nie mówiąc już o geografach - "nigdy nie mogła pojawić się na powierzchni ziemi". Był tego świadomy również sam pisarz, który w 1873 roku w liście do Hetzela pisał:

Jestem głęboko przekonany, że [...] suma rzeczy wyimaginowanych w tym dziele jest o wiele większa niż w innych i, co nazywam < crescendem>, staje się swego rodzaju manierą, że tak powiem << matematyczną>>55 .

Tak więc Wyspa Lincolna była dziełem wyobraźni pisarza, "pięknym snem o iluzorycznym w końcu raju", wreszcie symbolem obfitości dóbr materialnych na ziemi, posiadanych przez ludzkość. I dlatego też

by nie być atakowanym przez przyrodników i nie spotkać się z zarzutem, że wprowadza w błąd czytelnika, Verne wysuwa na początku powieści przypuszczenie, że wyspa, na którą los rzucił jej bohaterów, stanowiła kiedyś część kontynentu, a przy końcu każe jej nawet zniknąć w falach oceanu56 .

Księgarnia J. Kubickiego
1946 r.
W Tajemniczej wyspie Verne tworzy - jak łatwo zauważyć - świat geograficznej fantastyki, będący zarazem wcieleniem utopijnych marzeń autora o idealnych warunkach przyrodniczych, w których żyje i buduje szczęśliwą przyszłość idealny kolektyw ludzi, związanych wzajemnym szacunkiem i miłością, przy czym wiedza, siła fizyczna i młodzieńcy zapał łączą się w idealną całość. Wyspa, na której toczy się akcja powieści, jest zatem wyspą fantastyczną; wyspą, jakiej nigdy jeszcze na ziemi nie było! Nic tedy dziwnego, że rozbitkowie przerzuceni na taką właśnie wyspę dają wyraz swemu zdumieniu. W zdumienie to wprowadza kolonistów nie tylko sam kształt wyspy i charakterystyczna dla niej przyroda, ale również jakieś dziwne i nieprawdopodobne, zdumiewające i nieoczekiwane, niezrozumiałe i zagadkowe wydarzenia, które się na niej dzieją. Do nich m. in. należą: cudowne uratowanie Cyrusa Smitha ze wzburzonych fal oceanu po upadku balonu, zdumiewające wyrzucenie z jeziora psa Topa po przeprowadzonej przez niego zażartej walce z "krową morską", zadziwiające zadanie tej tajemniczej krowie rany w bok jakimś ostrym narzędziem, podrzucenie mieszkańcom wyspy butelki zawierającej informację o rozbitku z wysepki Tabor, wyrzucenie na cypel skrzyni, tak świetnie wyposażonej we wszystko, czego kolonistom brakowało; wysadzenie w powietrze pirackiego statku torpedą umieszczoną na dnie kanału, uratowanie Harberta od niechybnej śmierci przez dostarczenie siarczanu chininy, wreszcie tajemnicze uśmiercenie znajdujących się na wyspie piratów. Nazbyt często pojawiające się na Wyspie Lincolna (bo tak nazwali miejsce swego pobytu rozbitkowie) i nie dające się racjonalnie wytłumaczyć zjawiska oraz fakty przekonują wreszcie Cyrusa Smitha i jego towarzyszy o istnieniu jakiejś tajemniczej, "wszechmocnej" i gdzieś ukrytej na wyspie istoty, której wpływ okazuje się dla nich nadzwyczaj pożyteczny. Koloniści, organizując wiele wypraw w głąb wyspy, usilnie dążą do nawiązania kontaktu z kimś, kogo nazywają "dobrym duchem wyspy"; pragną mu podziękować za okazaną w tylu okolicznościach pomoc. Pencroff zaś z właściwym dla siebie poczuciem humoru dodaje:

Nie należę do ciekawskich, ale oddałbym jedno oko, żeby stanąć twarzą w twarz z tym jegomościem. Wydaje mi się, że musi on być piękny, wysoki, silny, ze wspaniałą brodą, włosami jak promienie słoneczne i że leży sobie na obłokach z wielką kulą w dłoni! 58 .

Tajemniczą i nieuchwytną istotę, od której koloniści doznają tak częstej oraz niezawodnej pomocy, poczciwy marynarz wyobraża sobie - na co zwraca uwagę Gedeon Spilett - jako Boga Ojca, trzymającego w dłoniach kulę ziemską. Ten fakt tak oto komentuje Antoni Gołubiew:

Ów leżący na obłokach Bóg Ojciec, ów opiekuńczy duch wyspy okazał się po prostu genialnym inżynierem. Moce rzekomo nadnaturalne to większa wiedza i wyżej stojąca technika. Ich deifikacja odpowiadała niedokształconym umysłom Naba i Penkroffa, Cyrus Smith jednak jej nie uległ, ponieważ od początku wiedział, że nie ma tajemniczych potęg, istnieje ludzki umysł i jego nieograniczona w rozwoju potęga 59 .

W ten oto sposób Verne

chciał po prostu wyrazić przekonanie swych czasów, że maluczko - maluczko, po jeszcze kilku wynalazkach, po jeszcze pewnej ilości zdobyczy naukowych, ludzkość raz na zawsze wyzbędzie się wszelkich trudności, pokona trapiące ją nieszczęścia, będzie jak owa postać na obłoku trzymająca w swych wszystko mogących dłoniach szczęśliwą kulę ziemską.

Mimo woli przypomina się genialny wynalazca Geist z "Lalki" Prusa, który również wierzy w przemianę świata skutkiem dokonanego przez siebie
wynalazku
60 .


Czynione przez kolonistów poszukiwania tajemniczego ducha wyspy okazują się jednak daremne. W końcu inżynier Smith oznajmia swoim towarzyszom, iż dobrej, wspaniałomyślnej i potężnej istoty, która tak troskliwie opiekuje się nimi, nie odnajdą wcześniej niż ona sama na to zezwoli. Mądre przypuszczenia inżyniera wkrótce stają się rzeczywistością. Za pośrednictwem aparatu telegraficznego tajemnicza istota wzywa pięciu odważnych przyjaciół na miejsce, w którym się znajduje. I oto wyprawie mieszkańców Granitowego Pałacu do "tajemniczego ducha wyspy" towarzyszy nastrojowa i typowo romantyczna sceneria. Nad wyspą pojawiają się wielkie, białe błyskawice, które stają się coraz częstsze i coraz bardziej oślepiające. W głębi wyspy zaś przetaczają się potężne grzmoty, biją pioruny; całe niebo staje w płomieniach; zrywa się wiatr, zaczyna padać deszcz, który przechodzi w ulewę. Koloniści przez kilka godzin wędrują pieszo wzdłuż drutu rozciągniętego po ziemi przez "dobrego ducha wyspy". Wreszcie docierają do brzegu oceanu, do rozsianych tam w niezliczonych ilościach podwodnych skał. Zbliżają się do bazaltowej ściany, w której znajduje się otwór, wejście do zalanej wodą groty. Spostrzegają łódkę przywiązaną do jakiegoś wewnętrznego występu skalnej ściany. Wsiadają do niej i płyną w głąb pieczary. Po kilkudziesięciu minutach dopływają do nieruchomego wrzecionowatego przedmiotu, z którego wydostawało się światło elektryczne i "jak słońce oświetlało ono całą pieczarę". Przez otwartą lukę rozbitkowie wchodzą do tego dziwnego, pływającego przedmiotu, oświetlonego wewnątrz elektrycznością. W obszernej, podobnej do muzeum sali, w której zgromadzone były bezcenne okazy świata minerałów, dzieła sztuki i wspaniałe wytwory przemysłu, koloniści ujrzeli leżącego na wytwornej otomanie mężczyznę. Inżynier Cyrus ku wielkiemu zdziwieniu swoich przyjaciół rozpoznaje w nim tajemniczego kapitana Nemo - bohatera czytanej kiedyś przez niego książki francuskiego profesora Piotra Aronnaxa. Opowiadała ona o podwodnym statku "Nautilusie" oraz o dziejach jego niezwykłego dowódcy, tych jednakże dziejach, które związane były z jego żeglugą w głębinach mórz i oceanów świata. Rozbitkowie poznają wreszcie swojego dobroczyńcę - tego fantastycznego, potężnego, niewidzialnego, najwspanialszego ich opiekuna i obrońcę; poznają człowieka, któremu "winni byli tak wiele wdzięczności". Jego życie zbliża się już ku końcowi.

Widać było - konstatuje narrator - że kapitan powoli gaśnie. Jeszcze trochę, a zabraknie sił temu ciału, ongiś tak mocnemu, teraz zaś stanowiącemu wątłą powłokę duszy, która niebawem uleci. Resztka życia skupiła się w sercu i w głowie 61 .

Kapitan Nemo "pięciu Robinsonom" z Wyspy Lincolna opowiada historię całego swojego życia. Ujawnia więc, że jest Hindusem i nazywa się książę Dakkar. Był synem radży niepodległego kiedyś Bundelkundu i bratankiem narodowego bohatera Indii - Tippo Sahiba. Książę Dakkar zdobył w Europie wszechstronne wykształcenie zarówno w naukach ścisłych, jak w literaturze i sztuce. Został artystą głęboko odczuwającym sztukę; uczonym, który swobodnie poruszał się po niebosiężnych wyżynach wiedzy; i politykiem - mężem stanu. Nienawidził on Anglii - ciemiężyciela swego kraju. Wzniecił olbrzymie powstanie przeciwko angielskiemu jarzmu. Jego imię stało się sławne.

Bohater nie ukrywał się - podkreśla narrator powieści - i walczył z otwartą przyłbicą. Za jego głowę wyznaczono nagrodę i chociaż nie znalazł się zdrajca, który by go wydał, to jednak jego ojciec, matka, żona i dzieci zapłacili za niego życiem, nim dowiedział się o niebezpieczeństwie, w jakim znaleźli się z jego powodu 62 .

Hinduski książę, samotny i pełen nienawiści do cywilizowanego świata, pragnąc opuścić go na zawsze, sprzedał resztki swej fortuny, zebrał ze dwudziestu najwierniejszych towarzyszy i pewnego dnia wszyscy zniknęli. Na bezludnej wyspie Pacyfiku postawił stocznię i tutaj właśnie zbudował podwodny okręt, którego siłą napędową stała się energia elektryczna. Okrętowi nadał nazwę " Nautilus", sam zaś przybrał imię kapitana Nemo i zniknął pod powierzchnią mórz. Przez wiele długich lat żył z dala od świata i przemierzał wszystkie oceany od jednego bieguna do drugiego. W morskich głębinach zebrał wspaniałe skarby.

Miliony - wyjaśnia narrator - zatopione w zatoce Vigo w 1702 roku przez hiszpańskie okręty stały się niewyczerpaną kopalnią złota, z której stale korzystał, anonimowo zasilając narody walczące o wolność swojego kraju 63 .

Wraz z upływem czasu umierali przyjaciele kapitana. Na "Nautilusie" robiła się coraz większa pustka. W końcu kapitan Nemo pozostał jedynym żyjącym spośród tych wszystkich, którzy przed laty razem z nim schronili się pod wodami oceanów. Kapitan, mając lat sześćdziesiąt, zdołał doprowadzić "Nautilusa" do jednego z podwodnych portów, wyżłobionego pod Wyspą Lincolna. W porcie tym "Nautilus" znalazł schronienie. Po sześciu latach pobytu w nim, kapitan Nemo stał się świadkiem niecodziennego wydarzenia - upadku balonu unoszącego jeńców, którzy zbiegli z niewoli południowców podczas wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. Początkowo dowódca fantastycznego okrętu miał ochotę uciec od tych pięciu rozbitków, ale jego podwodny port został zamknięty na skutek ruchów tektonicznych, które z kolei przesunęły bloki bazaltu i zatarasowały wyjście z podmorskiej groty. Tak więc Nemo z konieczności musiał w niej pozostać wraz ze swym "Nautilusem". Zaczął obserwować ludzi wyrzuconych na bezludną wyspę i początkowo żyjących bez żadnych środków utrzymania. Stopniowo przekonywał się, że rozbitkowie są uczciwi, energiczni i połączeni ze sobą braterską przyjaźnią. Zaczął się także interesować ich poczynaniami. Nie chciał jednak być przez nich widziany. Czując, że jego życie już się kończy, wyzbył się niechęci do świata i za pomocą wykonanego przez siebie aparatu telegraficznego wezwał mieszkańców Granitowego Pałacu na pokład "Nautilusa". Podczas spotkania z nimi kieruje do nich prośbę o to, aby po jego śmierci zatopili statek przez napełnienie jego zbiorników wodą. Kapitan pragnie, aby "Nautilus" spoczął na zawsze na dnie oceanu. Na pamiątkę pozostawia im szkatułkę z drogocennymi diamentami oraz perłami, które pochodzą z morskich głębin.

Posiadając te skarby - mówi do kolonistów kapitan Nemo - będziecie mogli kiedyś uczynić wiele dobrego. W takich rękach jak pańskie, panie Smith, i pana towarzyszy, pieniądze nie przyniosą zguby. Będę więc tam, w górze, wspólnikiem waszych szlachetnych uczynków i jestem o nie spokojny 64 .

W Tajemniczej wyspie występuje nie tylko fantastyka geograficzna, ale również fantastyka wynalazków. Fantastyka geograficzna w tej powieści - jak już wspominano - związana jest głównie z Wyspą Lincolna, z jej wspaniałą fauną i florą oraz bogatymi złożami minerałów. Wyspa jawi się więc jako całkowicie wymyślony przez pisarza i wymarzony raj na ziemi.

W powieści Verne`a o "tajemniczej wyspie" istnieją dwa najważniejsze fantastyczne urządzenia naukowo - techniczne, dające człowiekowi nowe i niezwykłe szanse w starciu z otaczającym światem. Są nimi: balon i podwodny statek "Nautilus". Balon, którym ucieka z Richmondu z niewoli południowców inżynier Smith ze swoimi towarzyszami jest aerostatem niezwykłym i budzącym prawdziwy zachwyt. Takich bowiem pojazdów za czasów Verne`a jeszcze nie było. Uciekinierzy odlatują nim w takich warunkach atmosferycznych, w jakich odlot był praktycznie całkowicie niemożliwy. W chwili startu bowiem szaleje potworny huragan, który spowodował olbrzymie zniszczenia w Ameryce, Europie i Azji. Zburzone miasta, lasy powyrywane z korzeniami, kilkaset okrętów rzuconych na brzeg, całe kraje zrównane z ziemią przez trąbę powietrzną, miażdżącą wszystko na swej drodze, tysiące ludzi zabitych lub pochłoniętych przez morze - oto apokaliptyczne niemalże skutki szalejącego wtedy huraganu65.

Mógł on przecież porozrywać balon na strzępy, mógł go porwać w przestworza już w momencie samego startu. A jednak ów start jest zadziwiająco pomyślny. Trwająca przez cztery dni podróż, podczas której aerostat z ogromną prędkością pokonywał rozległe przestrzenie przebiega również szczęśliwie. Dopiero w czwartym dniu, kiedy to warunki atmosferyczne bardzo się poprawiły, z balonu zaczął uchodzić gaz, co spowodowało opadanie aerostatu, zakończone szczęśliwym lądowaniem na brzegach bezludnej i samotnej wyspy. Szczęśliwy lot balonem w czasie gwałtownego huraganu tym bardziej jeszcze zadziwia, gdy zważymy, że jego pasażerowie nie byli ani zawodowymi aeronautami, ani nawet amatorami powietrznych eskapad. Do ucieczki w tak niesamowitych warunkach pchnęła ich odwaga.

Setki razy - konstatuje narrator - mieli już zginąć! Setki razy rozdarty balon powinien był strącić ich w otchłań! Lecz nieba zgotowały im dziwny los i po ucieczce [...] z Richmondu [...] znaleźli się w odległości siedmiu tysięcy mil od stolicy Wirginii, głównej twierdzy separatystów w czasie wojny secesyjnej 66 .

Z powyższych ustaleń wynika, że dramatyczne wydarzenia w powieści Verne`a kończą się - podobnie jak w baśni - szczęśliwie, happy ednem, co w pełni odpowiada upodobaniom młodych czytelników. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że o ile wspaniały i cudowny balon z Richmondu pojawia się na pierwszych stronicach Tajemniczej wyspy, o tyle w jej zakończeniu spotykamy fantastyczny statek podwodny "Nautilus". Najwspanialsze więc wynalazki techniczne, jakie pojawiają się w całej twórczości Juliusza Verne`a, stanowią jakby ramy kompozycyjne powieści "o pięciu Robinsonach" na Wyspie Lincolna. Okręt kapitana Nemo wywiera niezwykłe wrażenie na "rozbitkach powietrznych". Kiedy znaleźli się oni w jego wnętrzu, wydało się im, że "za dotknięciem różdżki czarodziejskiej zostali przeniesieni do świata snów". Opis wnętrza "Nautilusa", jego olśniewające piękno i bogactwo Verne przedstawia przez pryzmat tego, co widzi i dostrzega Cyrus Smith. W pewnej chwili

wzrok jego zaczął błądzić po skarbach zgromadzonych w sali zalanej światłem elektrycznym, rozproszonym przez arabeski jarzącego się sufitu. Popatrzył kolejno na obrazy zawieszone na wspaniałych obiciach ścian - na arcydzieła mistrzów włoskich, flamandzkich, francuskich i hiszpańskich, na rzeźby z brązu i marmuru, stojące na postumentach, na wspaniałe organy w głębi, na gabloty ustawione wokół basenu zajmującego środek sali, gdzie olśniewały wzrok najwspanialsze produkty morza - rośliny, jamochłony, sznury pereł nieocenionej wartości, wreszcie wzrok jego spoczął na dewizie wypisanej na frontonie tego muzeum na dewizie "Nautilusa":

Mobilis in mobili*

jak gdyby chciał po raz ostatni popieścić wzrokiem te arcydzieła sztuki i przyrody stanowiące jego cały świat w ciągu dlugoletniego pobytu w głębinie morskiej
.67

"Nautilus" wyposażony w aparaty elektryczne dostarczające mu ciepła, światła, a także siły mechanicznej; "Nautilus" - owa skarbnica arcydzieł - "sam był arcydziełem". Nic więc dziwnego, że inżyniera Smitha i jego dzielnych przyjaciół statek kapitana Nemo oczarował całkowicie. Jak zasygnalizowano, wnętrze "Nautilusa" oglądamy oczyma Cyrusa. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że inżynier znał już wcześniej kapitana Nemo z książki francuskiego profesora, ale również z tej przyczyny, że Smith jest "skarbnicą wszelkiej wiedzy ludzkiej", człowiekiem o najwyższej wśród rozbitków inteligencji.

Lepiej było znaleźć się z Cyrusem na bezludnej wyspie - konkluduje narrator - niż bez Cyrusa w najbardziej uprzemysłowionym mieście Stanów Zjednoczonych. Przy nim nie mogło braknąć niczego. Przy nim nie można było stracić nadziei. Gdyby ktoś powiedział tym poczciwcom, że wybuch wulkanu zniszczy ziemię pod ich stopami, że ta ziemia zapadnie się w odmęty Pacyfiku, odpowiedzieliby z zimną krwią; "Cyrus jest z nami, zwróćcie się do Cyrusa! 68 .

Cyrus, którego nazwisko Smith oznacza po angielsku "kowal", jest najważniejszą wśród aeronautów postacią; jest człowiekiem, który wydostanie się z każdej opresji. Cyrus jest rzeczywistym przywódcą przedsiębiorczych i zapobiegliwych rozbitków. Pod jego fachową opieką koloniści dokonują niemal cudów. Wytapiają więc żelazo, produkują szkło, mydło, a nawet nitroglicerynę jako środek wybuchowy; wytwarzają tkaniny na ubrania, przeciągają przez swe posiadłości prawdziwą linię telegraficzną. Niewiele brakuje, aby spełniły się nadzieje Pencroffa, który pół żartem, pół serio twierdzi, że pewnego dnia na samotnej wyspie rozlegnie się gwizd parowozu, ciągnącego pierwszy pociąg wykonany własnoręcznie przez rozbitków, według planu inżyniera Cyrusa. Pencroff zawsze potrafi wszystkich rozśmieszyć. Jego dobry humor i wesołe usposobienie udziela się wszystkim przymusowym mieszkańcom wyspy. Ponadto udziela im się bezgraniczne wręcz zaufanie marynarza do inżyniera. A najciekawsze jest to, że nic nie było w stanie zachwiać tego właśnie zaufania. Pencroff wierzy, że Cyrus może się porwać na wszystko i że wszystko mu się uda. Marynarz mówi inżynierowi, że gdy się z nim jest, "wszystko wydaje się "fraszką". Uczciwy marynarz kieruje się wiarą, że przy pomocy Cyrusa Smitha wszystko zostanie zrobione we właściwym czasie.

Na szczególne podkreślenie zasługuje przekonanie Pencroffa, że cała piątka rozbitków z Wyspy Lincolna o całe niebo przewyższa dawnych Robinsonów, dla których każda rzecz, jaką zrobili, była po prostu cudem. Verne świadomie i wyraźnie przeciwstawia się tu obrazowi świata, jaki zarysował w swym dziele Daniel Defoe. Pomiędzy Robinsonem Crusoe (1719) a Tajemniczą wyspą (1875) upłynęło półtora wieku, a był to okres ogromnych przemian cywilizacyjnych i intelektualnych. I dlatego też narrator powieści słusznie solidaryzuje się z Pencroffem:

Miał rację - powiada o nim - gdyż nasi rozbitkowie "wiedzieli", a człowiek, który "wie", osiąga wyniki, podczas gdy ci, którzy nie "wiedzą", muszą nędznie wegetować i wreszcie giną 69 .

Tajemnicza wyspa to "cudowna powieść" (określenie N. Druckiej), która zamyka złotą jakby klamrą całą trylogię morską francuskiego fantasty. Co więcej, powieść ta wyraźnie odzwierciedla społeczną postawę pisarza.

Piękna ta książka - konstatuje Nadzieja Drucka - jest wspaniałym hymnem na cześć pracy. Jeśli temat ten w owych czasach był poruszany w literaturze francuskiej, to jedynie po to, by przedstawić pracę jako tragiczną konieczność ludzi społecznie upośledzonych, od której każdy, kto może, odwraca się
i ucieka
70 .

Tajemnicza wyspa to książka, którą opromienia szczery entuzjazm dla nauki, romantyczny urok pracy, głęboka wiara w nieograniczone możliwości twórcze człowieka. W powieści tej Verne dał najdoskonalszy wyraz swojemu przekonaniu, że człowiek, skoro pozbędzie się balastu przesądów, uprzedzeń i myślowego wygodnictwa, potrafi wykorzystać dla swego dobra potężne siły i niewyczerpane skarby przyrody; potrafi tworzyć cuda, które zmienią oblicze świata.

Juliusz Verne, zgodnie z duchem swojej epoki, w której istniało powszechne zainteresowanie nauką, zwłaszcza naukami przyrodniczymi, był entuzjastą wiedzy naukowej, uważnie śledził jej rozwój, a własne obserwacje finezyjnie przekładał na język literackiej fikcji. Współczesna nauka otwierała francuskiemu pisarzowi perspektywy dla fantazji, dla marzeń o wspaniałych pojazdach przenoszących człowieka w niewiarygodnie krótkim czasie z jednego krańca ziemskiego globu na drugi; o statkach zanurzających się aż na dno oceanów; o egzotyce i życiu pełnym pasjonujących przygód. Współczesna nauka otwierała pisarzowi również perspektywy dla czarującej z a b a w y. W swoich powieściach Verne pokazał, jak w oparciu o ścisłe fakty i liczby, wynotowane z czasopism i książek, zręcznie i sugestywnie umie b a w i ć s i ę techniką; pokazał, jak potrafi zdobytą wiedzę naukową i zdobyte obserwacje przekładać na zabarwiony humorem, na emanujący ludycznym (zabawowym) nastrojem język fikcji literackiej. Nic tedy dziwnego, że Juliusz Verne jest niewątpliwie jednym z największych pisarzy ludycznych 71. Jego utwory proponują czytelnikowi grę według ściśle określonych reguł72. Używając jednak prostszego języka, możemy śmiało powiedzieć, że utwory francuskiego fantasty po prostu " bawią czytelników". Bez wątpienia najwymowniej świadczy o tym arcyzabawna powieść - podróż J. Verne`a W 80 dni dookoła świata.

Pomysł napisania tej powieści powstał w paryskiej kawiarni. Pewnego dnia Verne, siedząc w niej, przeczytał w czasopiśmie "Siecle" (co znaczy "Wiek"), że można objechać świat w osiemdziesiąt dni. Nagle pisarzowi przyszło na myśl, że mógłby wykorzystać różnicę czasu w poszczególnych strefach kuli ziemskiej i pozwolić swojemu bohaterowi "zyskać lub stracić jeden dzień w jego podróży". Warto przypomnieć, że powieść Verne'a odniosła wielki sukces. Francję, a później Anglię i Stany Zjednoczone, ogarnęła mania zawierania zakładów, czy ekscentrycznemu bohaterowi powieści, Fileasowi Foggowi (w języku angielskim nazwisko to oznacza tyle, co "Miłującego Mgłę"), uda się zdążyć na czas. Ledwie Fogg zdążył opuścić Londyn, a już w biuletynie Królewskiego Towarzystwa Geograficznego ukazał się artykuł, w którym po rozpatrzeniu kwestii ze wszystkich punktów widzenia, udowodniono szaleństwo i bezsens podróży. Wielu innych z kolei ludzi myślało, że jest on prawdziwą postacią i w rzeczywistości okrąża ziemski glob. Przeróżne linie oceaniczne - mając na względzie wyśmienitą reklamę, którą by w ten sposób dla siebie zyskały - zabiegały u pisarza, aby jego bohater płynął właśnie ich statkiem.

Treścią powieści Verne'a są emocjonujące dzieje podróży dookoła świata podjętej - jako śmiały zakład - przez jednego z najznamienitszych i najbardziej osobliwych członków londyńskiego klubu "Reforma" - Fileasa Fogga. Trasa podróży, obliczonej na rekordowo krótki - jak na owe czasy - okres 80 dni prowadzi z Londynu przez Suez, Bombaj, Kalkutę, Singapur, Hongkong, Jokohamę, San Francisko, Nowy Jork, Liverpool. Foggowi towarzyszy niezwykle zaradny i pełen humoru służący Jan Obieżyświat. Fileas Fogg, mimo wielu dramatycznych przeszkód, wygrywa zakład, ponieważ "zarobił" jeden dzień wskutek różnicy czasu. Szaleńczej eskapadzie zdziwaczałego Anglika i jego wiernego lokaja towarzyszą liczne sytuacje humorystyczno - komiczne. W powieści uprzywilejowane miejsce zajmuje tak ulubione przez wszystkie dzieci i przemawiające do ich bogatej wyobraźni zjawisko zabawy.
Atmosferę "pysznej zabawy" już na samym wstępie utworu wytwarza tak charakterystyczny dla świata gier i zabaw zakład, który zawiera angielski dżentelmen z jego sześcioma klubowymi kolegami.

Nowina o zakładzie - zauważa narrator - rozniosła się po klubie "Reforma" i wprawiła w podniecenie jego członków. Za pośrednictwem reporterów podniecenie to udzieliło się wkrótce prasie, a gazety zaraziły nim z kolei prawie całą ludność Londynu i Zjednoczonego Królestwa. "Sprawa podróży dookoła świata" stała się przedmiotem dyskusji, sporów i rozważań. [...] Jedni wzięli stronę Fileasa Fogga, inni - którzy okazali się niebawem większością - oświadczyli się przeciw niemu. [...] O panu Fileasie mówiono jak o maniaku albo wariacie i atakowano ostro jego przyjaciół z klubu za to, że przyjęli zakład świadczący o wyraźnym osłabieniu władz umysłowych projektodawcy73 .

Warto nadmienić, że zaraz po wyjeździe Fogga z Londynu

zaczęto robić fantastyczne zakłady na temat szans jego wyprawy. Wiadomo, czym jest w Anglii świat miłośników zakładu, bez wątpienia inteligentniejszy i bardziej ciekawy niż świat nałogowych graczy. Robienie zakładów leży w naturze Anglika. Tak więc nie tylko członkowie klubu "Reforma" postawili znaczne sumy za czy przeciw panu Fileasowi, ale także i szeroka publiczność została wciągnięta w tę hazardową grę. Fogg stał się koniem wyścigowym, stawką powszechnego totalizatora. Wreszcie zrobiono zeń papier wartościowy, który momentalnie oszacowano na giełdzie74 .

W powieści Verne'a nastrój ludyczności, gry lub zabawy stwarza nie tylko sam zakład, ale również postać Fileasa Fogga. Jest to po prostu zabawny dziwak i rzadki okaz oryginała. Przed podróżą dookoła świata prowadzi on regularny - aż do przesady! - tryb życia. Pan Fogg codziennie wstawał o godzinie ósmej. O godzinie jedenastej trzydzieści opuszczał dom, udając się do klubu. Pomiędzy godziną ósmą a jedenastą trzydzieści służący pana Fogga wykonywał wiele szczegółowych czynności. A oto niektóre z nich: "podanie herbaty i grzanek o ósmej dwadzieścia trzy, wody do golenia - o dziewiątej trzydzieści siedem, ułożenie fryzury o dziewiątej pięćdziesiąt itd. Śniadania i obiady jadał w klubie w godzinach określonych z dokładnością chronometru, zawsze w tej samej sali, przy tym samym stole. Punkt o dwunastej w nocy udawał się do domu na spoczynek, pod żadnym pozorem nie dając się nakłonić do skorzystania z luksusowych sypialni klubowych.

Pan Fileas Fogg był więc uosobieniem ścisłości; należał do rzędu ludzi matematycznie dokładnych, posiadających pedantyczne wręcz wymagania. W jego życiu wszystko było w najmniejszych szczegółach przewidziane, wykazane i uporządkowane. W tej sytuacji dziwi fakt, że pan Fogg nagle podejmuje decyzję o podróży dookoła świata. Wynika to - być może - z angielskiej tradycji komicznej, do której on - jak można przypuszczać - był mocno przywiązany. Tradycja ta głosiła, że człowiek jest graczem i dlatego uzyskuje możliwość wymknięcia się "jałowym i suchym konwencjom społecznym"75.

Przedstawioną wyżej hipotezę potwierdzają m.in. najznakomitsze postaci Szekspirowskie, które "poprzez dowcip i gry słowne starają się odrzucić elżbietańskie konwencje miłości i małżeństwa"76 .

W podróż dookoła świata Fileas Fogg wybiera się jedynie z małą torbą w ręku oraz przyjętym na służbę w dniu wyjazdu lokajem Janem Obieżyświatem. W trakcie tej podróży, odbywanej na statku lub pociągiem, znaczną część swojego czasu Fogg poświęca ulubionej grze w wista. W klubie pan Fileas grywał w wista codziennie; przy czym wygrywał na ogół dużo, a wygrane pieniądze przeznaczał na cele dobroczynne. W drodze z Bombaju do Kalkuty Fogg spotyka pewnego angielskiego generała, który w podjętym przez Fileasa zakładzie dostrzega

jedynie dziwactwo pozbawione godziwej intencji, awanturę, której nie mogła przyświecać szlachetna dewiza każdego porządnego człowieka: "transire bene faciendo"*. Pan Fileas Fogg - wysuwa przypuszczenia ów generał - przebędzie najwidoczniej drogę swego żywota, nie uczyniwszy nic dobrego ani dla siebie, ani dla innych77 .

W powieści pt. W 80 dni dookoła świata nastrój ujmującej wesołości wprowadza również Jan Obieżyświat. Przeprowadzona przez niego autocharakterystyka, czyli charakterystyka samego siebie, nasycona jest humorem. Panu Foggowi oznajmia, że od dawna przylgnęło do niego przezwisko "obieżyświat", mające niejako świadczyć, że daje sobie radę w różnych sytuacjach. I dalej tak mówi o sobie samym:

Jestem uczciwym człowiekiem, ale po prawdzie to już z niejednego pieca chleb się jadło. Próbowałem różnych fachów, byłem wędrownym śpiewakiem, potem ujeżdżałem konie w cyrku i robiłem woltyżerkę[(...], następnie występowałem jako linoskok [...], po czym zacząłem pracować jako nauczyciel gimnastyki, a na koniec, aby moje talenty stały się bardziej użyteczne, zaciągnąłem się w Paryżu do straży pożarnej. Dosłużyłem się stopnia sierżanta i, daję słowo uczciwości, mam na swoim koncie kilka wcale ładnych pożarów! Lecz już piąty rok mija, jak opuściwszy Francję i, spragniony życia domowego, zostałem w Anglii lokajem. Słyszałem, że jaśnie pan jest najbardziej akuratnym człowiekiem w całym Zjednoczonym Królestwie, a także domatorem, który nie ma sobie równego. A ponieważ jestem ostatnio bez zajęcia, nie zwlekając przybiegłem ofiarować swoje służby. Święcie wierzę, że znajdę w tym domu niczym nie zmącony spokój, który pozwoli mi zapomnieć z czasem nawet o swoim nieszczęsnym nazwisku. 78 .

W powieści Verna - podobnie jak w całej jego twórczości - źródłem zabawy nierzadko stają się żartobliwe powiedzonka, ekspresywnie nacechowane wyrażenia, barwne porównania i zwroty. A oto ich przykłady: "będzie mi przyjemnie z bliska obejrzeć tego filuta"; "wesoły jak szczygieł"; "żwawy jak fryga"; "apetycik mam, nie przymierzając, jak ludożerca na czczo"; "miałem słuszność do wszystkich rogatych mieszkańców piekła"; "ryczał jak lew".

Ludyczne walory powieści Verne'a wynikają nie tylko z komizmu postaci i komizmu słownego, ale też z komizmu sytuacyjnego. Przeżywane przez bohaterów przygody nierzadko pełne są humoru i dramatycznego zarazem napięcia. Świadczy o tym chociażby ta przygoda, którą przeżywa Obieżyświat w przepięknej hinduskiej świątyni, w Bombaju. Po dokonaniu niezbędnych zakupów Jan Obieżyświat ruszył w kierunku dworca kolejowego. Mijał właśnie świątynię i nagle... powziął zamiar zwiedzenia jej wnętrza.

Biedak - konkluduje narrator - nie miał pojęcia o dwóch rzeczach: najpierw że wejście do niektórych świątyń hinduskich jest surowo zabronione chrześcijanom, a po wtóre, że nawet wchodzący tam krajowcy muszą przed drzwiami zostawiać obuwie [..]). Obieżyświat w naiwności ducha przestąpił próg świątyni i z rozkoszą prawdziwego turysty oddał się oglądaniu przedziwnej ornamentacji ścian pułapu. W tym momencie został obalony na święte płyty kamiennej posadzki. Zamachu tego dokonali trzej rozwścieczeni kapłani. Okładając biedaka kułakami i dziko wrzeszcząc, zaczęli mu zdzierać z nóg buty i skarpetki. Na szczęście Francuz był mocny jak tur i żwawy w ruchach. Porwał się na równe nogi, otrząsnął z siebie dwóch napastników, którzy zaplątali się niefortunnie w nazbyt długie szaty i, pomagając sobie zarówno pięściami, jak i nogami, wyskoczył za próg świętego miejsca. Uciekał co sił w nogach i wkrótce zostawił daleko w tyle trzeciego kapłana, który biegł za nim i podjudzał tłum. Pięć minut przed ósmą, na kilka chwil zaledwie przed odejściem pociągu, bez kapelusza i bez butów, zgubiwszy w bijatyce paczkę ze sprawunkami, zziajany lokaj wpadł na dworzec79 .

Niefortunna wizyta Jana Obieżyświata w bombajskiej świątyni wywołuje swoisty groteskowy efekt i wprowadza czytelnika w stan wesołości. Z Bombaju Obieżyświat wraz ze swoim panem wyrusza pociągiem do Kalkuty. W wiosce Czolby następuje koniec jazdy, ponieważ linia kolejowa tu się właśnie kończy. Pan Fogg kupuje słonia, załatwia przewodnika i wraz z lokajem jedzie dalej. Po drodze spotykają procesję braminów. Straż dźwiga

Okładka Stanisława Dzięcioła w: J. Verne,
W 80 dni dookoła świata. Kraków 2001
palankin ( rodzaj krzesła osadzonego na drążkach ), na którym leżał zmarły starzec ubrany w książęce szaty. Kilku braminów, odzianych w pełne przepychu wschodnie stroje, wlokło słaniającą się kobietę. Była to żona zmarłego. Miała spłonąć wraz z nieżyjącym mężem na stosie. Przed niechybną śmiercią ratuje ją podstępem Obieżyświat. Korzystając z ciemności wśliznął się na stos i pod osłoną dymu wyrwał młodą kobietę. Zgromadzony tłum początkowo myślał, że maharadża ożył. Hindusi upadli twarzą na ziemię. Gdy dymy się rozwiały, ich oczom ponownie ukazało się ciało zmarłego radży, który dalej leżał na stosie. Ochłonąwszy, kapłani pojęli, że przed chwilą dokonano świętokradczego porwania. Tak więc wymyślony przez Obieżyświata fortel był niezwykle śmiały. Porwanie młodej kobiety udało się. Z wymyślonego przez siebie fortelu ( "pociesznego figla" ) Obieżyświat bardzo się zaśmiewał.

I gdy teraz myślał - stwierdza narrator - że on niegdyś gimnastyk, eks-sierżant strażacki, był przez kilka chwil mężem czarującej kobiety, starym, zabalsamowanym radżą - śmiał się z tego do rozpuku80 .

Śmiech Jana Obieżyświata staje się źródłem przenikającej powieść Verne'a beztroskiej wesołości. Obieżyświat często się śmieje. Śmieje się nie tylko z opisanego wyżej fortelu, ale także z manewrów detektywa Fixa, który śledzi go, a także pana Fogga.

Powieść W 80 dni dookoła świata to - zdaniem Stanisława Zielińskiego - "urocza książka! 81

Od prawie 130 już lat bawi czytelników w każdym wieku: dzieci, młodzież i dorosłych. Co utrwaliło młodość Verne'owskiej podróży dookoła świata? Co utrzymuje ją na powierzchni i chroni przed losem książek zapomnianych? Bo książkę czyta się z uśmiechem sympatii. Przed zapomnieniem ratuje ją niewątpliwie ironia i przymrużenie oka autora na to wszystko, co on w niej przedstawia. Fogg na serio, bez pogodnej Verne'owskiej ironii nie dożyłby naszych czasów, Zmarłby naturalną śmiercią manekina. I to bardzo dawno.

Nieskrępowana wyobraźnia i pogodna kpina - pisze cytowany wyżej S. Zieliński - stanowią podstawowe składniki eliksiru młodości [ tej powieści ]. [...] Verne za długo był Francuzem, żeby nie dostrzec całego bezsensu spalenia pięknej kobiety z tego tylko powodu, że małżonek maharadża udławił się bananem. Ratując Audę - przywraca sens podróży. Z bólem serca ( pewne, że chętniej widziałby Hinduskę w dobrej komitywie z Janem) , ulegając rygorom ówczesnego rozdzielnika klasowego, oddaje Audę w ręce Fogga. Na pierwszy rzut oka kombinacja absurdalna. Kobieta Wschodu i kijowaty Anglik żyjący wśród ponumerowanych ubrań, butów i części ciała! Albo szlachetny Fileas dostanie bzika, albo urodziwa wdówka rozwali karawaniarski porządek londyńskiego domu. Zakład wygrany [...], miłość triumfuje. Verne daje do zrozumienia, że mimo trudów, podróż opłaci się sowicie82 .

Fileas Fogg i Jan Obieżyświat - podobnie jak wielu innych bohaterów powieści francuskiego fantasty - uznają podróż za "najdoskonalszy sposób przeżywania świata"83. Stąd też przemierzają prawie wszystkie kontynenty kuli ziemskiej.

Verne jednak to nie tylko fantastyka wynalazku, przygody, pełnej ujmującego humoru i romantycznego nastroju podróży po globie ziemskim i w przestrzeni międzyplanetarnej. Verne to również fantastyka trafnej przepowiedni i proroczych niemalże wizji, potwierdzonych obecnie przez osiągnięcia nauki i techniki; a także przez zagrożenia związane ściśle z rozwojem współczesnej cywilizacji. Verne to wizjoner, wielki jasnowidz, zwiastun przyszłości. Świadczy o tym charakterystyczny dla francuskiego pisarza dar antycypacji, czyli dar wyprzedzania swego czasu, wybiegania - dzięki swej płomiennej wyobraźni - w bliższą lub dalszą przyszłość. Jest to zagadnienie niezwykle szerokie, wymagające odrębnego opracowania. Tu jednak zwrócimy uwagę na niektóre tylko atrybuty, na znamienne cechy owego daru.

Verne był wizjonerem przede wszystkim w zakresie techniki, w dziedzinie wynalazków technicznych; słowem w sferze postępu technicznego i naukowej wynalazczości. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że

liczba trafnych przepowiedni technicznych Verne'a jest zaskakująca. W 1962 roku w Moskiewskim Domu Książki grupa uczniów przeprowadziła interesujące badania. Dzieci pod kierunkiem G. Altowa wypisały z dziewiętnastu powieści Verne'a wszystkie jego nowe koncepcje i sprawdziły, które z nich doczekały się realizacji. Spośród stu ośmiu "prognoz", jak się okazało, sześćdziesiąt cztery zostały już zrealizowane. To bardzo wiele84 .

W świat naukowego proroctwa i jasnowidztwa wprowadza nas m.in. powieść Verne'a pt. Robur Zdobywca (1886). W zakończeniu tego utworu francuski fantasta dochodzi do wniosku, że

przyszłość komunikacji powietrznej należy do maszyn latających, a nie do balonów. Skonstruowana przez Robura (po łacinie: siła) maszyna latająca o nazwie "Albatros" podobna jest do wielkich samolotów dnia dzisiejszego. Niezwykle ciekawe jest to, że gdy Verne pisał Robura Zdobywcę i opisywał urządzenie "Albatrosa" żaden konstruktor nie zdołał jeszcze zbudować modelu samolotu85 .

Robur Zdobywca to replika na Pięć tygodni w balonie. Zawarta w Roburze... śmiała antycypacja naukowa wskazuje więc na możliwość podróżowania maszynami cięższymi od powietrza i przeciwstawienia ich aerostatom.

W innej powieści, zatytułowanej Zamek w Karpatach (1892), bogaty inżynier, Rudolf de Haz, sporządził aparat, który nie różni się od dzisiejszej kolorowej telewizji. Na ekranie tego właśnie aparatu ukazuje się nieżyjąca artystka Stella, która porusza się i śpiewa. Pozwala to

zakochanemu w niej młodemu Franciszkowi sądzić, że widzi ją żywą, że Stella jest więziona przez jego rywala. Wynikłe stąd komplikacje stają się tematem tej smutnej powieści86 .

Niezwykle interesujące jest to, że proroczy geniusz Verne'a w całej pełni ujawnił się już w młodzieńczej powieści francuskiego pisarza zatytułowanej Paryż w XX wieku. Rękopis tej właśnie powieści Verne przedstawił Hetzelowi po wydaniu Pięciu tygodni w balonie, tj. po dniu 17 stycznia 1863 roku. W powieści tej autor przedstawia młodzieńca, który jest poetą o wrażliwej duszy; młodzieńca żyjącego w sto lat później od chwili napisania owej powieści (dokładnie rzecz biorąc, w roku 1960). Paryż ma ulice oświetlone elektrycznością, szybką komunikację miejską w postaci napowietrznych i podziemnych pociągów napędzanych sprężonym powietrzem (zatem nie zanieczyszczających atmosfery). Dopełnieniem komunikacji kolejowej są niezwykle tanie w eksploatacji pojazdy, które do złudzenia przypominają dzisiejsze samochody, jeżdżące zwyczajnie na gaz. Tysiące takich pojazdów, pełniących rolę indywidualnych i zbiorowych środków lokomocji, porusza się bezszelestnie po szerokich wyasfaltowanych jezdniach. Paryskie sklepy są bogate jak pałace. W domach zaś znajdują się mechaniczne windy (jeszcze wtedy nie wynalezione), również napędzane elektrycznością. W biurach notowania giełdowe przekazywane są na cały świat za pomocą czegoś, co przypomina nasz dzisiejszy faks. W muzyce natomiast królują utwory naśladujące pracę maszyn lub składające się z bezładnej kakofonii. Znakomity wydawca Hetzel, przerażony futurystyczną wizją Paryża, nie zgodził się na opublikowanie tej powieści. Stwierdził, że jest to "żałosna historia" i poprosił Verne'a, aby wstrzymał się z pisaniem książki na dwadzieścia lat. Nikt bowiem nie uwierzy w proroctwa pisarza, nikt się tym nie zainteresuje.

Powieść Paryż w XX wieku, napisana przez Verne'a jeszcze przed rokiem 1863, została wydana we Francji dopiero w roku 1994, a więc w 130 lat od chwili powstania jej rękopisu. Rękopis ten odnaleziono dopiero w roku 1989 "w sejfie Michela Verne'a [syna pisarza], który uważano za pusty i od którego klucze zostały zagubione [...]" 87. Wydanie polskie tego utworu ukazało się w 1997 roku.

Opublikowanie powieści Paryż w XX wieku stało się, rzecz jasna,

prawdziwą sensacją, zajmując pierwsze miejsce na liście najlepiej sprzedawanych książek; wydawcy z całego świata bili się o prawo do
przekładu
88 .

Juliusz Verne był wizjonerem nie tylko w dziedzinie nauki i wynalazków technicznych, które przez swą doskonałość (mechaniczną perfekcję) mogą służyć dobru człowieka, ale także twórcą wielu ciekawych i przerażających niekiedy przepowiedni w sferze humanistycznej hierarchii wartości. W powieściach francuskiego fantasty pojawiają się więc gorzkie i niepokojące refleksje związane z ciemną stroną postępu technicznego; pojawiają się trafne i mądre ostrzeżenia. Entuzjazmowi dla postępu technicznego i rozwoju nauki towarzyszy jak cień lęk; towarzyszą obawy przed wykorzystaniem nauki w złych, niegodnych jej celach. Verne był z pewnością jednym z nielicznych pisarzy, którzy dali u progu XX wieku wyraz takim właśnie wątpliwościom. Już w zasygnalizowanej wyżej, młodzieńczej powieści Verne zdecydowanie przestrzega przed zdehumanizowaną postacią rozwiniętej cywilizacji przemysłowej, przed całkiem już dziś realną groźbą wyrugowania z technokratycznej przestrzeni podstawowych wartości kulturowych. Przypomnijmy, że treść powieści Paryż w XX wieku przedstawia pełen ironii i poczucia humoru opis Paryża w roku 1960 (a więc sto lat przed powstaniem rękopisu tej powieści) oraz tragiczne losy głównego bohatera Michała Dufrénoy, młodego i wrażliwego poety, zmuszonego żyć w świecie, w którym postęp duchowy dokonuje się w sposób odwrotnie proporcjonalny do postępu materialnego. W obrazie wyimaginowanego Paryża z roku 1960 najważniejszą rolę odgrywa produkcja, przemysł i pieniądz. Cały wysiłek ludzi koncentruje się wokół wytwarzania ogromnej ilości dóbr materialnych i ich konsumowania; wokół ideałów zysku, przedsiębiorczości i rynkowego sukcesu. Na polu edukacji dominują nauki ścisłe (matematyka, astronomia, chemia), nauki stosowane (hutnictwo, budownictwo przemysłowe i nauczanie umiejętności urzędniczo - biurowych), a w pewnym sensie również nauczanie języków obcych (przydatnych wszak w interesach). Natomiast wszelkie przedmioty stawiające sobie za cel przybliżenie kulturowego dorobku, znajdują się w odwrocie. Do nich należą dawne języki: greka i łacina, a ponadto literatura piękna i przedmioty, które zwano dawniej artystycznymi. Traktowane są one jako te dziedziny wiedzy, które w tak praktycznym społeczeństwie po prostu nie znajdują żadnego zastosowania. Niepopularna staje się profesja pedagoga; dla zachowania pozorów istnieje jeszcze parę klas humanistycznych słabo obsadzonych, mało znanych i jeszcze mniej uznanych. Słowniki ogólne, gramatyki, wypisy, całe stosy ksiąg klasyków obrastają kurzem, podczas gdy rozmaite podręczniki aktywnego przedsiębiorcy, książki o handlu, finansowości i sztuce użytkowej, a więc wszystko to, co miało jakikolwiek związek z pragmatycznymi tendencjami epoki rozchodzi się w tysiącach egzemplarzy. O tym, jakim poważaniem cieszyły się owe "pragmatyczne tendencje", najlepiej świadczy fakt, iż nagrodą za wiersze łacińskie napisane przez ucznia dogorywającej klasy humanistycznej była zatytułowana z wdziękiem książka - Podręcznik dobrego fabrykanta. Zgodnie z tendencjami epoki nikt nie wydaje literatury pięknej i klasyki. Jeśli ukazywały się tomiki poezji, to i one opiewały uroki życia w społeczeństwie przemysłowym. Verne wymienia np. takie tytuły tomików poezji: Rozmyślanie nad tlenem, Równoległobok poetycki itp. W bibliotekach działy poświęcone literaturze pięknej znajdują się w najdalszych zakątkach piwnic; są zapomniane i
Państwowy Instytut Wydawniczy
1997 r.
niepopularne. Takie wartości, jak: przyjaźń, bezinteresowna pomoc, poświęcenie dla innych zostały już niemal zupełnie zapomniane.

Główny bohater powieści - ów młodzieniec, który jako utalentowany poeta tworzy wiersze w klasycznej łacinie i jest zafascynowany dawną sztuką i literaturą piękną, nie potrafi sobie znaleźć miejsca w społeczeństwie stechnicyzowanym, a więc opanowanym przez technikę i konsumpcję. Będąc sierotą, oddany zostaje po ukończeniu szkoły średniej pod opiekę stryja - bankiera i dyrektora potężnego przedsiębiorstwa, który zamierza wyplenić z chłopca "niepraktyczne i nieprzydatne skłonności"89 .

Paryż w XX wieku to powieść, która w całym dorobku pisarskim francuskiego fantasty zajmuje miejsce szczególne. Jest ona bowiem najbardziej ponurą i przenikniętą pesymizmem książką Verne`a. Jeden z publicystów książkę tę nazwał Apokalipsą Verne`a.90

Tego rodzaju formuła, ujmująca lapidarnie zawartość treściową i zarazem wymowę ideową utworu, wydaje się trafna, gdyż młodzieńcza powieść Verne`a przedstawia świat, w którym dokonuje się degrengolada rodzaju ludzkiego! Fakt ten jednak dziwi, gdyż cała późniejsza twórczość Verne'a utrzymana jest w gruncie rzeczy w tonacji pogodnej, optymistycznej. Stanisław Strasburger pisze:

Paryż w XX wieku to spotkanie z Verne'em jakiego nie znamy. Otóż zwykło się sądzić, że z jego książek wyłania się w sumie optymistyczna wizja świata przyszłości. Postęp techniczny, który przez całą twórczość wyraźnie fascynuje autora "20 000 mil podmorskiej żeglugi", miał prowadzić do ogólnoludzkiej szczęśliwości. Człowiek poznaje przyrodę, by umiejętnie i rozsądnie korzystać z jej dóbr. Tymczasem w swojej młodzieńczej książce Verne o przyrodzie mówi bardzo niewiele, a postęp techniczny wcale nie przynosi optymistycznych konsekwencji. Czy chodzi tu tylko o lęk młodego autora, któremu Paryż doby Drugiego Cesarstwa wydawał się podobnie drapieżny, jak młodemu Michaelowi, bohaterowi powieści, w sto lat później? A może właśnie przez pryzmat tego wcześnie ujawnionego pesymizmu Verne'a trzeba jeszcze raz, na nowo, odczytać jego następne, dojrzałe dzieła? 91 .

Wydaje się, że zasygnalizowana przez S. Strasburgera w zakończeniu jego recenzji propozycja ponownego odczytania dojrzałej twórczości francuskiego fantasty przez pryzmat tego wcześnie ujawnionego [w powieści Paryż w XX wieku] pesymizmu nie należy, niestety, ani do propozycji oryginalnych, ani tym bardziej aktualnych. Badacze pisarstwa Juliusza Verne`a przed wieloma już laty ustalili, że entuzjazm autora Pięciu tygodni w balonie dla postępu technicznego i zdobyczy nauki "wycisza się" jakby i stopniowo wygasa po osiedleniu się pisarza wraz z rodziną w Amiens w roku 1872. Jak wyżej wspomniano, Verne traci wtedy wiarę w to, że nauka jest uniwersalnym kluczem otwierającym drzwi w przyszłość. I dlatego też w jego książkach - obok tendencji społecznych - pojawiają się coraz częściej i ze zwielokrotnioną siłą akcenty pesymistyczne. W tym kontekście młodzieńczą powieść pisarza Paryż w XX wieku można traktować jako swoistą, zdumiewającą zapowiedź tych właśnie akcentów. Niezwykle ciekawe jest to, że tego typu akcenty pojawiają się też w pierwszej wydrukowanej powieści Verne'a, w Pięciu tygodniach w balonie. W powieści tej pisarz zamieszcza taką oto wypowiedź:

Będzie to chyba najsmutniejsza epoka, gdy przemysł pochłonie wszystko i wszystkich. Człowiek będzie wynajdywał maszyny dopóty, dopóki maszyna nie pożre człowieka. (cyt. za J. Kagarlicki, "Co to jest fantastyka naukowa?", s. 437-438).

Warto zaznaczyć, że pesymizm jest jednym z istotnych wyróżników twórczej postawy Verne'a - genialnego wizjonera. Odzwierciedleniem tej postawy są przede wszystkim dojrzałe dzieła francuskiego fantasty, napisane podczas jego kilkudziesięcioletniego pobytu w Amiens92. Nie sposób wymienić tu wszystkich tych dzieł. Na szczególną uwagę zasługują jednak niektóre z nich. A oto one: 500 milionów hinduskiej władczyni (1879), Robur Zdobywca (1886), Sztandar ojczyzny (1896), Pan Świata (1904). Osnową pierwszej z wymienionych wyżej powieści jest olbrzymi, wielomilionowy spadek po zmarłej hinduskiej władczyni. Spadek ten po wielu latach przypada dwóm jej potomkom. Jednym z nich jest szlachetny doktor Sarrasin - francuski lekarz, który odziedziczone miliony postanawia przeznaczyć dla dobra ludzkości. I w tym celu na zachodnim brzegu Ameryki, tuż nad Pacyfikiem buduje idealne miasto, mające zapewnić spokój, szczęście i zdrowotne bytowanie swym mieszkańcom. Drugim spadkobiercą jest Niemiec Schultze - profesor
Biblioteka Najciekawszych Powieści
i Podróży 1931 r.
chemii na uniwersytecie w Jenie, znany z licznych studiów porównawczych nad ludzkimi rasami; studiów, w których zostało dowiedzione, że rasa germańska ma opanować wszystkie inne. Schultze za swoją część spadku po hinduskiej władczyni buduje Stalową Twierdzę, gdzie produkuje najstraszliwsze narzędzia zagłady. Verne daje ponury obraz tej Twierdzy, gdzie panują więzienny reżim, fanatyzm i kult wodza, któremu służą okrutni i bezmyślni strażnicy. Wybudowane przez doktora Sarrasina idealne miasto zostaje od zagłady uratowane, a niemiecki profesor - pełen potwornego, pożerającego wszystko egoizmu - ginie od wynalezionego przez siebie pocisku. Dobro - jak to często u Verne'a bywa - odnosi zwycięstwo nad siłami zła. W powieści 500 milionów hinduskiej władczyni (inny tytuł utworu to: Pięćset milionów Begumy) francuski pisarz ostrzega przed totalitaryzmem, który - jak można wywnioskować z treści utworu - w istocie jest totalitaryzmem hitlerowskim.

Z jakich tajemniczych źródeł - pisze Nadzieja Drucka - czerpał Verne swą proroczą wizję nieludzkich rządów Hitlera, trudno się domyślić, jedno jest pewne, że ten głęboko humanistyczny pacyfista doszedł do wniosku, że zdobycze techniki i wielkie bogactwa tylko wówczas służyć będą ludzkości, gdy znajdą się we właściwych rękach 93 .


500 milionów hinduskiej władczyni to niezwykle fascynująca, iście prorocza powieść. Zdumiewa nas ona "zdolnościami jasnowidzenia". I gdyby Juliusz Verne "napisał tylko tę jedną książkę, zyskałby pewnie sławę światową. Ostrzega świat, że w centrum Europy lęgnie się niebezpieczeństwo, zapowiadające zagładę narodów, jeśli nie uznają okrutnej władzy "narodu wybranego"94 .

Powieść Verne'a w sumie jest głęboko pesymistyczna. Odzwierciedla lęk wobec nadchodzących czasów, w których bogactwo i technika zaczynają wyprzedzać rozwój etyczny człowieka. Charakterystyczne dla tej powieści przeczucie nadchodzącej katastrofy, którą historycy w niedalekiej przyszłości określą mianem drugiej wojny światowej, jest fenomenalnym wręcz wyrazem wizjonerstwa Juliusza Verne'a; wizjonerstwa rozumianego w dwojakim znaczeniu: naukowym (przepowiednie dotyczące prowadzenia eksperymentów nad nowymi urządzeniami do zabijania ludzi) oraz etycznym (przestrogi przed negatywnym wykorzystaniem dzieł postępu technicznego).

Robur Zdobywca z kolei to powieść o genialnym konstruktorze, który, pokrewny duchem kapitanowi Nemo, uciekającemu od cywilizacji w głębiny morskie, oddala się w przestworza: pragnie stworzyć "powietrzną Ikarię", dając ludziom, którzy źle czują się na ziemi, możliwość wzniesienia się ponad nią i ponad sprawy jej zabieganych mieszkańców. Robur buduje statek latający - maszynę wyprzedzającą stan techniki o dobrych kilkadziesiąt lat. W ostatnim rozdziale powieści Robur wygłasza orację, z której wynika, że pojawił się na ziemi za wcześnie, gdyż narody zamieszkujące ją nie dojrzały jeszcze do tego, aby nie użyć genialnego wynalazku w niegodnych lub zbrodniczych celach. Odchodzi więc - on, człowiek, który wyprzedził wszystkich innych myślą i jej praktycznym wykorzystaniem. W ten sposób upokorzył możnych tego świata, demonstrując im swoją nad nimi przewagę. Mamy więc świadectwo wielkości, ale i pychy: dwóch cech, których połączenie bywa niekiedy groźne.

Zakończenie Robura Zdobywcy utrzymane jest więc w duchu nieco romantycznym. Bohater powieści to prawdziwy "zdobywca", który podbija nie tylko przestworza, ale i serca ludzi; zwykłych, tak zwanych "szarych" ludzi - statystycznych mieszkańców ziemskiego globu. Robur budzi podziw tłumu i jednocześnie tak mało o ten podziw zabiega. Robur lekceważy świat, kieruje się poczuciem wyższości nad ludźmi, bo jest od nich mądrzejszy. Jest wyizolowany spośród współczesnych poprzez swoją wybitność i związany z nią tragizm samotności. Robur zatem to bohater typowo romantyczny. Jak postacie Byrona czy - by nie szukać koneksji zbyt daleko - jak kapitan Nemo Verne'a. Jeśli jednak u poprzedników wielkiego marzyciela z Nantes romantyzm brał się "z duszy", a więc z czysto uczuciowego, intuicyjnego, a zatem i subiektywnego przekonania o własnym posłannictwie i odrębności; u Verne'a wynika on ze stanu umysłu. Jego bohater to romantyk epoki "pary i elektryczności", gwałtownego postępu technicznego i początków wielkiego przemysłu. Jest to romantyk, który nie tylko przeczuwa swoją wielkość, lecz potrafi ją wyliczyć w precyzyjnych kategoriach technicznych; może ją zmierzyć - w metrach, składających się na pułap lotu skonstruowanego przez siebie samolotu o nazwie "Albatros". Robur jako romantyk swoją wyższość nad otoczeniem potrafi także wyliczyć w szybkości statku powietrznego, w jego sprawności i niezawodności.

W roku 1904, a więc w blisko czterdzieści lat po Zdobywcy, u schyłku życia Verne'a, ukazuje się powieść pt. Pan Świata, stanowiąca dalszy ciąg Robura Zdobywcy. Występuje tu ten sam tajemniczy konstruktor Robur. O ile w Roburze Zdobywcy bohater otoczony jest aureolą romantyzmu i może, z racji swego osamotnienia, wzbudzać nawet współczucie, to w Panu Świata autor pokazuje go jako szaleńca, dbającego jedynie o zdobycie władzy. W powieści Pan Świata zamiast samolotu Robur zbudował pojazd uniwersalny, niemal baśniowy, zdolny poruszać się po ziemi, po wodzie, pod jej powierzchnią, latać w powietrzu i przemierzać wielkie przestrzenie na ziemi z niebywałą szybkością. Wszędzie więc, w każdej sytuacji, okazuje się szybszy, bardziej zwrotny i sprawniejszy od tego, co może przeciwstawić mu współczesna myśl ludzka. Verne - zwykle dość skrupulatny w opisach swych powieściowych wynalazków - ograniczył się tu do niewielu tylko mglistych zdań dotyczących konstrukcji i zasad działania silników "Grozy" - owego niemalże baśniowego wehikułu w powieści Pan Świata. Stało się tak dlatego, że bohaterem utworu nie jest maszyna, ale człowiek, który stanowi z nią jedność. Robur, świadom swych ogromnych możliwości, uległ niesłychanej manii wielkości; zaś pojazd, jaki zbudował nie służy niczemu poza bezcelową demonstracją przewagi nad innymi w każdej możliwej dziedzinie. Staje się cudowną mechaniczną zabawką w rękach szalonego geniusza. W powieści często powraca myśl, że ambicja i geniusz prowadzą czasem na niebezpieczne manowce. Umysł ludzki zdolny jest bowiem tworzyć rzeczy, nad którymi sam nie umie potem zapanować, tak dalece przerastają go one i obezwładniają zakresem możliwości, jakie przed nim otwierają. Technika potraktowana jako instrument służący zaspokajaniu ludzkich namiętności z dobrodziejstwa może łatwo przedzierżgnąć się w przekleństwo95 .

Pan Świata nie jest jedynym w późnej twórczości Verne'a przykładem tak gorzkiej i niespokojnej refleksji. Kilka lat wcześniej powstał Sztandar ojczyzny, rzecz o chorym
Krajowa Agencja Wydawnicza 1990 r.
umysłowo uczonym, który swój wynalazek - materiał wybuchowy o nieznanej dotąd niszczącej mocy - oddaje na użytek zła, oddaje do dyspozycji złoczyńcom.

Powieść pt. Sztandar ojczyzny (inne tytuły: Twarzą do sztandaru, Straszny wynalazca, Ojczysta bandera, Na banderę patrz!) ukazała się w druku w 1896 roku. Powieść przedstawia ponure dzieje genialnego francuskiego inżyniera Tomasza Rocha - wynalazcy materiału wybuchowego o niespotykanej sile. Zwraca się on do rządu francuskiego z propozycją sprzedania tego materiału. Rząd propozycji tej nie przyjmuje. Rozgoryczenie i ciężkie warunki materialne każą wynalazcy zwrócić się do obcych mocarstw, ale i tam nie spotyka się on ze zrozumieniem. Uporczywe, długotrwałe a bezowocne wysiłki doprowadzają go do obłędu. Porwany z zakładu psychiatrycznego przez Ker Karraje - amerykańskiego przywódcę międzynarodowej szajki piratów i zarazem właściciela rozbójniczego okrętu podwodnego - Roch zaczyna nieświadomie służyć swoją wiedzą złej sprawie. Ale gdy w decydującym momencie ma zniszczyć eskadrę wojenną, podążającą ku wyspie, gdzie znajduje się Ker Karraje ze swoją bandą, staje się rzecz niezwykła. Tomasz Roch dostrzega na okrętach powiewającą trójbarwną flagę francuską i słyszy komendę: "Na banderę patrz!" I wtedy to inżynier odzyskuje świadomość, budzą się wspomnienia związane z ojczyzną, rodzą się uczucia patriotyczne. Roch, zamiast zatopić eskadrę, wysadza w powietrze wyspę. Wraz z nią giną piraci, on sam i jego piekielny wynalazek.

W powieści Sztandar ojczyzny pojawia się nowy typ bohatera. Schultze z powieści 500 milionów hinduskiej władczyni był zbrodniarzem świadomym, ogarniętym nieludzką pychą. Inżynier Roch natomiast jest uczonym - samotnikiem, który nieświadomie oddaje swoją wiedzę na użytek zła.

500 milionów hinduskiej władczyni, Robur Zdobywca, Pan Świata, Sztandar ojczyzny - oto powieści, które wymownie świadczą o tym, że starzejącego się pisarza nie opuszczają chwile pesymizmu i towarzyszące im jak cień myśli, że osiągnięcia nauki i techniki mogą być wykorzystane ze szkodą dla ludzkości. Siła techniki - zdaje się mówić francuski wizjoner - sięga tylko tak daleko, jak siła moralna człowieka, który się nią posługuje. U starzejącego się pisarza powoli wygasało życie a wraz z nim zanikały też wzniosłe i szlachetne marzenia o tym, że technika, stworzona rękami genialnych wynalazców, zmieni oblicze świata, a na ziemi zbuduje królestwo sprawiedliwości i wolności.

Twórczość Juliusza Verne'a - francuskiego fantasty, realisty i wizjonera - jest niezwykle bogata i różnorodna. Autor Pięciu tygodni w balonie postanowił napisać sto tomów, sto książek. I słowa dotrzymał! 96

Jego współcześni często powątpiewali, że jeden człowiek mógł napisać taką ilość pięknych i o tak rozległej tematyce książek. Snuli nawet przypuszczenia, że Verne to nazwisko fikcyjne, za którym kryje się jakaś grupa pisarzy, jakaś spółka literacka. By sprawdzić, jak jest naprawdę, w roku 1894 przyjechał do Verne'a znany włoski pisarz Edmund de Amicis. Przybył w imieniu wielbicieli, których Gulio Verne miał we Włoszech rzesze. Amicis poprosił francuskiego pisarza o fotografię z podpisem, by przekonać swych rodaków o istnieniu człowieka, który "z wyglądu przypomina Verdiego". Verne nie chciał uwierzyć, że "ludzie o zdrowych zmysłach mogą naprawdę wątpić o jego istnieniu"97 .

Jeszcze raz Verne zdobył się na szczery uśmiech i dobry humor, gdy przyjął delegację Królewskiej Ligi Angielskich Chłopców. Młodzi czytelnicy z Anglii kupili w prezencie ulubionemu pisarzowi "najpiękniejszą i najgrubszą laskę, by mu służyła w jego wędrówkach po kontynentach świata. Byli przekonani, że i teraz jeszcze Verne podróżuje, a że jest niemłody, przyda mu się laska ze słoniowej
kości" 98 .

Juliusz Verne był człowiekiem o wielkim uroku osobistym, wyrozumiałym i dobrodusznym. Był do końca oddany jasno określonemu celowi. Miał poczucie humoru i czerpał z niego w swoich powieściach. Stąd też humor opromienia całą jego twórczość. Ogromny sukces czytelniczy powieści Verne'a tłumaczyć należy przede wszystkim porywającym czytelnika drugiej połowy XIX wieku tematem: możliwościami, jakie niesie ze sobą rozwój nauki. Powieści Verne'a przepełnione są niekłamanym entuzjazmem dla nauki, głęboką wiarą w twórcze możliwości człowieka, wykorzystującego świadomie dla swego dobra potężne siły i niewyczerpane skarby przyrody. Warto dodać, że Verne'owski entuzjazm dla nauki i postępu technicznego pozostaje aktualny do dziś. Aktualna do dziś pozostaje również przewijająca się przez całą twórczość Verne'a myśl, którą tak można sformułować: dlaczego ludzie inteligentni, a nawet bardzo inteligentni; ludzie wierzący w moc techniki nie ogarniają swym umysłem (jako przykład może tu służyć profesor Schultze z powieści 500 milionów hinduskiej władczyni) zjawiska moralności? Dlaczego zatracają oni poczucie moralności? Dlaczego technokrata, nie mający poczucia moralności, wierzący jedynie w postęp techniczny, staje się szaleńcem? Staje się on najgorszym ze stworzeń, gorszym nawet od zwierzęcia?

Ponadto aktualna do dziś pozostaje zadomowiona w powieściach francuskiego fantasty idea zmierzania się człowieka ze swoimi słabościami i przeciwieństwami. Idea ta zawsze znajdzie swoich naśladowców!

Juliusz Verne to jeden z największych w świecie mistrzów fantastyki, protoplasta science fiction, klasyk fantastyki naukowej. Francuski pisarz stworzył błyskotliwe, oryginalne, porywające fantazje. W przeciwieństwie do Wellsa nie są to jednak czyste wymysły. Fantazje Verne'a przybierają formę niezwykle sugestywnych i zaskakujących realnością obrazów. Fantazje pisarza mają realne podstawy i naukowe przesłanki. Warto przypomnieć, że współczesna nauka otwierała Verne'owi perspektywy dla jego czarujących fantazji. W oparciu o ścisłe fakty i liczby, wynotowane z książek, biuletynów i czasopism, można było marzyć o wspaniałych maszynach i pojazdach, przenoszących człowieka w niewiarygodnie krótkim czasie z jednego krańca kuli ziemskiej na drugi, o statkach zanurzających się aż na dno mórz i oceanów, o egzotyce i życiu pełnym przygód.

Fantastyczność pomysłów Verne'a w obliczu "faktów" okazywała się więc fantastycznością pozorną. Ten sam rodzaj fantastyczności pojawia się w tekście realistycznym (W 80 dni dookoła świata) i "fantastycznym" (Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi, Wokół Księżyca). Rozróżnienie fantastyczności od tego, co realistyczne w twórczości Verne'a, jest w sumie czysto zewnętrzne.

Verne po raz pierwszy w dziejach stworzył fantastykę realistyczną, fantastykę wyrosłą z sukcesów nauki i zdobyczy techniki. Autor Tajemniczej wyspy okazuje zamiłowanie do nie wywołujących wątpliwości szczegółów, wyłożonych w zgodzie z logiką, do szczegółów technicznych i fachowej terminologii. Gdy Verne pisał Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi, nieraz zastanawiał się nad tym, jak daleko odbiega jego fantazja od realnych możliwości epoki. Nie chciałby

za nic w świecie przekroczyć granicy powieści fantastycznej, opartej o przesłanki naukowe, a znaleźć się w labiryncie bajki, która prowadzi donikąd99 .


Powieści Juliusza Verne'a są żywe po dziś dzień i do tej pory wzruszają młodych czytelników całego dosłownie świata. W czym tkwi tajemnica powodzenia utworów autora Piętnastoletniego kapitana? Otóż tajemnica ta kryje się przede wszystkim w charakterze bohaterów, w kreacji wprowadzonych do beletrystyki po raz pierwszy przez Verne'a nowych bohaterów, ożywiających śmiałe i szlachetne, lecz w istocie abstrakcyjne idee naukowe i społeczne (idea termicznego kierowania statkiem powietrznym, zdobycie bieguna, walki o wolność i niezawisłość narodową itp.). Wspólną cechą stworzonych przez Verne'a bohaterów jest głównie ich pozytywny stosunek do świata, ich żarliwe dążenie do raz postawionego celu, ich solidarność, wierność i oddanie obowiązkowi. Ulubieńcem czytelników jest na przykład bohater Pięciu tygodni w balonie, doktor Samuel Fergusson, uczony - podróżnik, o bystrym umyśle, odkrywczej inteligencji, mocnej woli, zdolności do poświęceń, odważnych czynów i działań. Doktor Fergusson jest twórcą balonu "Victoria" - jednego z najwspanialszych pojazdów Verne'owskich, wyróżniających się niezwykłą, intrygującą konstrukcją. Czytelnicy utworów Verne'a polubili nie tylko doktora Fergussona, ale również szlachetnego kapitana Hatterasa, zdobywcę bieguna północnego. Kapitan wszystkie swoje myśli, całą wolę, życie samo podporządkował jednemu tylko marzeniu - zdobyciu bieguna. Wspaniałe są także charaktery bohaterów Wyprawy do wnętrza Ziemi. Hamburskiego profesora Lidenbrocka, jego siostrzeńca Aksela i przewodnika Hansa sprowadzają do wnętrza naszej planety nie bogactwa, nie poszukiwanie skarbu, nawet nie zamiłowanie do przygód. Sprowadza ich tam żądza poznania, umiłowanie nauki, wiara w naukę i nieograniczone możliwości człowieka.

Nasza Księgarnia 1984 r.
Bohaterów swych Verne wybierał spośród ludzi zaradnych, przeważnie wykształconych, zwykle ogarniętych jakąś ideą, która wyzwalała w nich zasób energii potrzebnej do zrealizowania trudnego zazwyczaj zamysłu. Rekrutowali się owi dzielni i mądrzy ludzie z różnych środowisk i narodowości. Doktor Fergosson, mający zamiar spenetrować nieznane okolice Czarnego Lądu, był Anglikiem, podobnie jak Filleas Fogg, bohater podróży dookoła świata. Profesor Otto Ridenbrock, który postanowił zbadać wnętrze skorupy ziemskiej, był Niemcem. Profesor Aronnax, więzień kapitana Nemo; Michał Ardan, który zdecydował się na lot do Księżyca, to Francuzi. Tajemniczy i nieodgadniony kapitan Nemo był Hindusem, zaprzysiężonym wrogiem Anglików, ciemiężycieli swego kraju. Cyrus Smith i jego towarzysze byli obywatelami Stanów Zjednoczonych. Michał Strogow to Rosjanin. Wszyscy ci bohaterowie zostali przez autora wyposażeni w odwagę, która pozwoliła im przezwyciężyć wszelkie przeciwności.

Obok postaci zrównoważonych wprowadza Verne nieraz do swych powieści sylwetki zabawnych maniaków, roztargnionych, opanowanych jakąś obsesją, która narusza ich równowagę umysłową. Roztargniony do granic niemożliwości jest profesor Jakub Paganel, sekretarz Francuskiego Towarzystwa Geograficznego, który przypadkowo, wskutek własnej nieuwagi, dostaje się na jacht lorda Glenarvana. Jego wyskoki nieraz poplączą tok akcji. Podobnie mało zrównoważony był kuzyn pani Weldon, entomolog Benedykt, uczestnik dramatycznych przygód Piętnastoletniego kapitana. Obłąkanym okazał się niemiecki profesor, który zamieszkał z małpami w Napowietrznej wiosce; znajdzie go po latach ekipa naukowa podczas wyprawy w głąb Afryki. Bliscy szaleństwa byli również obaj rywalizujący ze sobą "łowcy meteorów" w wydanej pośmiertnie powieści przez syna autora, Michała Verne (1908).

Osobną uwagę należy poświęcić licznym postaciom służących, którzy towarzyszą swym chlebodawcom i biorą czynny udział w ich niebezpiecznych przygodach. Z wyjątkiem zbrodniczego kucharza Negoro, który tak bardzo poplątał losy piętnastoletniego kapitana, ci sympatyczni, dzielni ludzie budzą podziw czytelnika. Wierny Joe nie waha się wyskoczyć z balonu, aby ratować w niebezpieczeństwie doktora Fergussona. O odwadze i zaradności Obieżyświata nie trzeba tu wspominać. Jego determinacja uratowała piękną Hinduskę, jego przytomność umysłu pomogła panu Foggowi w wygraniu zakładu. Wierny Nab, służący Cyrusa Smitha, otwiera listę Murzynów, którzy są traktowani przez Verne'a ze szczególną sympatią. Wiele kart Piętnastoletniego kapitana stanowi surowe oskarżenie białych handlarzy niewolnikami - resztki tego ohydnego procederu trwały jeszcze za czasów Verne'a mimo oficjalnego zniesienia handlu żywym towarem w pierwszej połowie XIX wieku.

Pisząc dla młodzieży, musiał Verne liczyć się także z koniecznością stworzenia dla młodych czytelników modelu bohatera, z którym mogliby się identyfikować. Takim wzorcem jest więc piętnastoletni kapitan, który zdołał ocalić z niebezpiecznych sytuacji panią Weldon i jej synka. Za wzór miłości rodzinnej służą dzieci kapitana Granta, dwunastoletni Robert i jego siostra Mary. Chłopięca robinsonada przedstawiona w Dwóch latach wakacji (1888) dawała godny naśladowania przykład determinacji, odwagi i zaradności bohaterów, którzy znaleźli się - jak pamiętamy - w niezwykłym wręcz położeniu.

Komiks autorstwa Tadeusza Raczkiewicza
Świat Młodych 1983 r.
Każda powieść Verne`a została zbudowana w klasyczny niemal sposób. Bohaterowie postanawiają przedsięwziąć jakąś ryzykowną podróż i mają do pokonania niezliczone trudności. Zostają wplątani w niezwykłe sytuacje i cała ich pomysłowość działa, aby wybrnąć szczęśliwie z niebezpieczeństw. Początek każdej powieści przedstawia zazwyczaj scenę, która wyjaśnia powód przedsięwzięcia wyprawy: profesor Lidenbrock znajduje stary pergamin z objaśnieniem sposobu przedostania się do wnętrza ziemi. Lord Glenarwan wyławia z morza tajemniczą butelkę, Cyrus Smith i towarzysze wydostają się balonem z oblężonego Richmondu. Fileas Fogg zakłada się w klubie "Reforma", że ufając nowoczesnym środkom lokomocji, zdoła w 80 dni odbyć podróż dookoła świata. Profesor Aronnax otrzymał propozycję wzięcia udziału w wyprawie statku "Abraham Lincoln", która miała na celu rozwiązanie zagadki tajemniczego potwora, zagrażającego pływającym po oceanach okrętom. Pomysł wyprawy na Księżyc zrodził się w głowach członków "Klubu Puszkarzy", którzy po zakończeniu w Stanach Zjednoczonych wojny secesyjnej nie widzieli przed sobą perspektyw. Przyzwyczajeni do czynnego życia, postanowili zapełnić pustkę, zabierając się do sporządzenia olbrzymiego działa, które potrafiłoby wystrzelić pocisk na Księżyc. Decyzja lotu w tym pocisku została podjęta przez Francuza, Michała Ardana, i on stał się głównym wykonawcą przedsięwzięcia.

Verne jest mistrzem w wynajdywaniu przeszkód, jakie muszą pokonywać bohaterowie. Oto spokojna podróż pani Weldon zostaje zakłócona przez tragiczną śmierć kapitana Hulla. Lord Glenarwan i towarzysze przeżywają liczne przygody dzięki roztargnieniu zacnego Paganela i wskutek zbrodniczych machinacji Ayrtona. Bezmyślny figiel decyduje o losie małych Robinsonów skazanych "na dwa lata wakacji". Przebiegłość Negora zmienia kierunek żeglugi piętnastoletniego kapitana, który, zamiast do Ameryki, zawija na wybrzeże afrykańskie. A cóż mówić o losach Fileasa Fogga, któremu ustawicznie psuje szyki uparty detektyw pan Fix?

Pomysłowość Verne`a nie ma, zdaje się, granic. Zapatrzony we wzory współczesnej powieści historycznej, a także po lekturze Edgara Poe , któremu poświęcił osobne studium (zob. "Nautilus" 1998, nr 3), autor nasz nie oszczędza czytelnikowi mocnych wrażeń, które mają pobudzić zaciekawienie odbiorcy, znużonego nieraz przydługimi dygresjami z zakresu popularyzacji nauki. A więc płonący stos z nieszczęsną Hinduską, uratowaną w ostatniej chwili przez Obieżyświata, okrucieństwa handlarzy niewolników, których świadkami są pani Weldon i jej towarzysze, dramatyczny koniec wyprawy do wnętrza ziemi, gdy strumień rozpalonej lawy wznosi z tratwą profesora Lidenbrocka i grozi spaleniem zuchwałych podróżników - wyliczyć wszystkie takie momenty byłoby niepodobieństwem.

Nie oszczędzi autor czytelnikom efektów "suspense" - dosłownie zawieszenia akcji w najciekawszym momencie. Gdy wydaje się, że położenie jest bez wyjścia, zjawia się zawsze jakiś ratunek, to dzięki zaradności bohatera, to na skutek interwencji osoby trzeciej, co ma miejsce zwłaszcza w Tajemniczej wyspie. Tajemniczość to także ulubiony chwyt pisarski Verne`a. Oto na przykład owa flaszka z na wpół zatartym napisem, która naprowadziła na ślad kapitana Granta, ale ileż tam było kłopotu, zanim zdołano odcyfrować właściwe znaczenie przesłania. Jakże trudny był również ów napis runiczny , który kosztował profesora Lidenbrocka tyle wysiłku, aby wreszcie zrozumieć jego treść. Niewytłumaczalne było zachowanie psa Dinga na widok kucharza Negora, o którym tak mało było wiadomo załodze statku kapitana Hulla.

Wreszcie jeszcze jeden atut zapewnił powodzenie powieściom Verne`a . To dowcip pisarza, jego żywy i lekki język, pełen humoru, błyskotliwych porównań i cudownych, lirycznych dygresji. Soriano zdołał ułożyć słowniczek kalamburów i igraszek słownych, rozsianych po wszystkich tomach Niezwykłych podróży. Są to, niestety, po większej części zwroty nie do przetłumaczenia, specyficzne dla języka francuskiego. Owa naturalna skłonność do dowcipu słownego zabłysła po raz pierwszy - może bezwiednie, u malca, który uciekł z domu i zaciągnął się na statek płynący do Indii, aby - jak się tłumaczył - "przywieźć korale dla Karoli", ukochanej kuzyneczki. Czytelnik znający oryginał znajdzie wiele podobnych kalamburów, niektórych bardzo frywolnych, zwłaszcza w tekstach drukowanych w "Musée des Familles". Zabawne przekręcanie trudniejszych wyrazów cechuje zwłaszcza postacie służących, jak owa poczciwa Mitz, gosposia pana Deana Forsytha w powieści Łowcy meteorów. Jeżeli kalambury zatracają się przeważnie w przekładach to dowcip sytuacyjny jest zachowany w całej okazałości. Przypomnijmy dla przykładu rozmowy detektywa Fixa z Obieżyświatem w 80 dniach dookoła świata, lub odkrycie przez kuzyna Benedykta nadzwyczajnego pająka o sześciu nogach, gdy nagle okazało się, że to on sam, chwyciwszy niezgrabnie, pozbawił pająka dwóch pozostałych odnóży. Zabawna jest para dziwaków biorących ślub konno w początkowych scenach Łowców meteorów oraz ich dalsze losy. Nawet groźny profesor Schultze z 500 milionów hinduskiej władczyni staje się w naszych oczach śmieszny, gdy dowiadujemy się, że odżywia się on wyłącznie kapustą i w dodatku pisze niedorzeczne traktaty o niższości cywilizacyjnej narodów, które kapusty nie jedzą.

Należy wreszcie zastanowić się nad ogólną tendencją literackiej twórczości pisarza. Drucka100 cytuje powiedzenia "czarodzieja z Nantes", że pragnął pisać tak, aby każdy dobrze wychowany młodzieniec mógł te powieści czytać głośno swojej siostrze. A więc zasadniczo wszelkie zło musiało zostać ukarane, bohaterowie pozytywni musieli odnieść zwycięstwo. Już w pierwszych powieściach przebija nuta współczucia dla cierpiących i uciśnionych. W głębi Afryki potrzebuje ratunku biały misjonarz, którego doktor Fergusson ratuje z rąk Murzynów i zabiera na swój balon. Uważny czytelnik zwrócił zapewne uwagę, na co kapitan Nemo przeznaczał złoto, czerpane u wybrzeży Hiszpanii z zatopionych kilkaset lat temu żaglowców. Oto do "Nautilusa" podpływał grecki nurek i zabierał sztaby złota, aby je dostarczyć powstańcom na Krecie. W mniej znanej powieści Czarne Indie Verne porusza problem doli górników w szkockich kopalniach. Nie biorąc aktywnego udziału w polityce, teoretycznie skłaniał się Verne w stronę idei postępowych, którym wielokrotnie dawał wyraz w swych książkach. Sympatie autora są często po stronie kolorowych - czy to Hindusów uciskanych przez Anglików, czy Murzynów, okrutnie traktowanych przez portugalskich handlarzy. Soriano zwracał uwagę na widoczną ewolucję w klimacie powieści składających się na serię Niezwykłych podróży. Pogodne i pełne optymizmu pierwsze tomy - w miarę upływu lat - ustępują miejsca coraz to bardziej pesymistycznym. Rok 1879 może tu być uważany za najważniejszy chyba przełom. Wydana wówczas książka 500 milionów hinduskiej władczyni roztacza przed oczami czytelnika ponury obraz stalowej twierdzy, którą zbudował profesor Schultze, spadkobierca części milionów Begumy. Pociski wytwarzane tam będą zabijać z taką mocą, że nie ocali się przed nimi żadna żyjąca istota. Ponura wizja stalowej fortecy została złagodzona w powieści obrazem idealnego miasta, które wznosi Francuz, współspadkobierca owych milionów, ale przerażający pomysł przedstawiania potęgi zła, które niszczy życie, robi wrażenie na czytelniku, zwłaszcza w naszej epoce.

Warto pamiętać, że przed tą właśnie potęgą zła wielokrotnie ostrzega w swoich powieściach Juliusz Verne - ów genialny wizjoner. Zadziwiający dar antycypacji podpowiadał mu, ze rozwój techniki może zniszczyć wartości duchowe i moralne ludzkości i stać się narzędziem jej zagłady. Z drugiej zaś strony fenomenalna wprost intuicja dyktowała prawnikowi z wykształcenia najśmielsze pomysły wynalazków oraz sposoby zastosowania postępu nauki z życiu praktycznym. I dlatego też we Francji w roku 1955, w pięćdziesiątą rocznicę śmierci pisarza, uznano go za prekursora wynalazków, które odmieniły nasze codzienne życie. W muzeach w Paryżu i Nantes zorganizowano wystawę makiet urządzeń technicznych, które wykonano według pomysłów z powieści Jules Verne'a.101.

Autor powieści Wokół Księżyca, dzięki talentowi, bujnej wyobraźni i herkulesowej pracy, zyskał światową sławę. Znakomite i fascynujące powieści "czarodzieja z Nantes", tłumaczone na liczne języki, czytane do dziś na całym świecie, nie tylko przez młodzież, ale i przez dorosłych102, przedstawiają wciąż atrakcyjny świat przygód, gdzie rzeczywistość łączy się tak szczęśliwie z fantastyką *.


BIBLIOGRAFIA (wybór)

I.     L i t e r a t u r a    p o d m i o t o w a

1. Pięć tygodni w balonie, przeł. M. Zajączkowska. Wstęp: D. Bieńkowska, Twórca science fiction. Łódź 1986, Wydawnictwo Łódzkie (najnowsze wydanie tego utworu, pochodzące z roku 2000, ukazało się w Wydawnictwie Zielona Sowa w Krakowie).
2. Wyprawa do wnętrza Ziemi, przeł. L. Duninowska . Poznań 1990, Wydawnictwo Poznańskie.
3. Wokół Księżyca: Z Ziemi na Księżyc. Część I; Wokół Księżyca. Część II, przeł. L. Duninowska. Wstęp: Z. Przyrowski. Warszawa 1970, "Nasza Księgarnia".
4. zieci kapitana Granta, przeł. I. Rogozińska. Warszawa 1986, "Nasza Księgarnia".
5. 20.000 mil podmorskiej żeglugi, przeł. B. Kielski. Słowo wstępne: Z. Ryłko. Warszawa 1962, "Nasza Księgarnia" (najnowsze wydanie tej powieści ukazało się w roku 2000 w Wydawnictwie Zielona Sowa w Krakowie).
6. W 80 dni dookoła świata, przeł. Z. Florczak. Warszawa 1976, "Nasza Księgarnia".
7. Tajemnicza wyspa. T. I i II, przeł. J. Karczmarewicz. Słowo wstępne: Z. Ryłko. Warszawa 1961, "Nasza Ksiegarnia" (nowsze wydania tej powieści pochodzą m. in. z roku 1970, 1978, 1980, 1985 i 2000).
8. Michał Strogow, przeł. M. i M. Leśniewscy. Posłowie: Z. Łukawski. Katowice 1987, Wydawnictwo "Śląsk".
9. Piętnastoletni kapitan, przeł. M. Zajączkowska. Warszawa 1989, "Nasza Księgarnia".
10. Przypadki pewnego Chińczyka (inny tytuł: Niepokoje pewnego Chińczyka w Chinach) przeł. H. Wiśniowska. Katowice 1987, Wydawnictwo "Śląsk".
11. Robur Zdobywca ( Pan Świata, przeł. B. Sęk. Posłowie: M. Wydmuch. Katowice 1988, Wydawnictwo "Śląsk".
12. Dwa lata wakacji, tłum. I. Rogozińska. Warszawa 1985, Zrzeszenie Księgarstwa.
13. Tajemnica zamku w Karpatach, przeł. L. Kobiela. Łódź 1988, KAW.
14. Straszny wynalazca (inne tytuły: Sztandar ojczyzny, Twarzą do sztandaru, Ojczysta bandera, Na banderę patrz!), przeł. K. Bobrowska. Łódź 1990, KAW.
15. Napowietrzna wioska, przeł. O. Nowakowska. Warszawa 1984, "Nasza Księgarnia".
16. Latarnia na końcu świata, tłum. J. Karczmarewicz - Fedorowska. Warszawa 1972, "Nasza Księgarnia".
17. Łowcy meteorów, przeł. W. Natanson. Warszawa 1957, "Nasza Księgarnia".
18. Pilot dunajskich statków, przeł. M. Słowiński. Katowice 1990, KAW.
19. Tajemniczy gród w pustyni (inny tytuł; Ekspedycja Barsaca), tłum. Wł. Topoliński. Rzeszów 1991, Wydawnictwo Resovia.
20. Paryż w XX wieku, przeł. H. Karpińska. Warszawa 1997, PIW.

II.     L i t e r a t u r a    p r z e d m i o t o w a

Podręczniki, słowniki i biografie

1. Józef Zbigniew Białek, Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1918 - 1939. Warszawa 1979, WSiP (J. Verne, s.153, 370, 385,397).
2. Stanisław Frycie, Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1945 - 1970. T. I. Proza. Warszawa 1978, WSiP (J. Verne, s. 128, 135, 136, 142, 183, 287, 294, 314, 388). Stanisław Frycie, Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1945 - 1970. T.II. Baśń i bajka, poezja, książki dla najmłodszych, utwory sceniczne, grafika, czasopiśmiennictwo, krytyka literacka. Warszawa 1982. WSiP (J. Verne, s. 79, 173, 563).
3. Stanisław Frycie, Izabela Kaniowska - Lewańska [red.], Kultura literacka w przedszkolu. Cz. I. Warszawa 1988, WSiP (J. Verne, S. 49, 87-88, 112, 155, 267).
4. Stanisław Frycie, Marta Ziółkowska-Sobecka, Leksykon literatury dla dzieci i mlodzieży. Protrków Tryb. 1999, WSP (J. Verne, s. 383 - 385).
5. Józef Heinstein, Historia literatury francuskiej od początków do czasów najnowszych. Wrocław 1997, Zakład Narodowy im. Ossolińskich (J. Verne, s. 409, 410).
6. Andrzej Kempa i Winicjusz Łachaciński, Bibliografia dzieł Juliusza Verne`a wydanych w Polsce w latach 1863 - 1985. Łódź 1986, Miejska Biblioteka Publiczna im. L. Waryńskiego.
7. Wanda Krzemińska, Literatura dla dzieci i młodzieży. Zarys dziejów. Warszawa 1963, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich (J. Verne, s. 72 - 73, 75).
8. Krystyna Kuliczkowska, Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1864 - 1918. Zarys monograficzny. Materiały. Warszawa 1975, WSiP (J. Verne, s. 64, 66, 67).
9. Nowy słownik literatury dla dzieci i młodzieży pod red. Krystyny Kuliczkowskiej i Barbary Tylickiej. Warszawa 1984, Wiedza Powszechna (J. Verne, s. 362 - 363).
10. Barbara Tylicka, Bohaterowie naszych książek. Leksykon. Przewodnik po literaturze dla dzieci i młodzieży. Łódź 1999, Wydawnictwo Literatura (J. Verne, s. 61, 63, 64, 65, 96, 169, 170).
11. Andrzej Zydorczak, Bibliografia twórczości Juliusza Verne`a. Próba uporządkowania. Część pierwsza. Praca ta ukazała się - jak na razie - pod następującym adresem internetowym: www.verne.hg.pl/glowna.html
12. Kiryłł Andriejew, Potrójne życie Juliusza Verne`a, przeł. K. Frejdlich. Łódź 1985, Wydawnictwo Łódzkie.
13. Nadzieja Drucka, Czarodziej z Nantes. Warszawa 1967, "Nasza Księgarnia".
14. Herbert R. Lottman, Juliusz Verne. Warszawa 1999, PIW.

Rozprawy, szkice i artykuły

1. Roland Barthes, "Nautilus" i Statek pijany, w: R. Barthes, Mit i znak. Eseje. Wybór i słowo wstępne Jana Błońskiego. Warszawa 1970, PIW, s. 71 - 74.
2. Krzysztof Czubaszek, Tajemniczy pan Verne. "Magazyn Gazety Wyborczej" 1988,nr10.
3. Antoni Gołubiew, "Utopia" XIX wieku, w: A. Golubiew, Świadkowie przemian. Kraków 1974, Wydawnictwo "Znak", s.255 -284.
4. Władysław Grzędzielski, W poszukiwaniu Verne`a. "Kultura" 1978, nr 13.
5. Ryszard P. Jasiński, Sciencie fiction. Szkic z dziejów literatury popularnej w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. "Nauka dla Wszystkich" nr 404. Wrocław 1986, Zaklad Narodowy im. Ossolińkskich (J. Verne, s. 10 - 11).
6. Julij Kagarlicki, Co to jest fantastyka naukowa ?, przeł. K.W. Malinowski. Warszawa 1977, Wydawnictwo "Iskry" (J. Verne, s. 9, 39, 40, 59, 60, 64, 185, 277, 357 - 360, 380, 437 - 438).
7. Wanda Krzemińska, Idea pozytywistyczno - romantyczna i nowy bohater w twórczości Juliusza Verne`a, w: W. Krzemińska, Idee i bohaterowie. Lektury młodego czytelnika. Zasys problemowy. Wrocław 1969, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 106 - 113.
8. Krystyna Kuliczkowska, Polski Verne - pisarz trzech pokoleń, w: K. Kuliczkowska, W szklanej kuli. Szkice o literaturze dla dzieci i młodzieży. Warszawa 1970, "Nasza Księgarnia", s. 47 - 58.
9. Winicjusz Łachaciński, Pośmiertne życie Juliusza Verne`a. "Twórczość" 1988, nr10.
10. Anna Nikliborc, Od baśni do prawdy. Szkice z dziejów literatury zachodniej dla dzieci i młodzieży. Warszawa 1981, "Nasza Księgarnia" (J. Verne, s. 55 - 57).
11. Maciej Parowski, Czas fantastyki. Szczecin 1990, Wydawnictwo "Glob" (J. Verne, s. 49 - 50, 63, 64, 65, 66, 68, 69, 70, 79, 250, 251).
12. Marcin Piasecki, Apokalipsa Verne`a. "Gazeta Wyborcza" 1997, nr 176.
13. Zbigniew Przyrowski, Literatura fantastycznonaukowa, w: Kim jesteś Kopciuszku, czyli o problemach współczesnej literatury dla dzieci i młodzieży. Praca zbiorowa pod redakcją Stanisława Aleksandrzaka. Warszawa 1968, "Nasza Księgarnia" (J. Verne, s. 145 - 154).
14. Lilla Ramus, Jules Verne - klasyk powieści fantastycznej. "Poradnik Bibliotekarza" 1955, nr 7.
15. Gertruda Skotnicka, Dzieje piórem malowane. O powieściach historycznych dla dzieci i młodzieży z okresu Młodej Polski i dwudziestolecia międzywojennego. Gdańsk 1987, Wydawnictwo Morskie (J. Verne, s. 266).
16. Antoni Smuszkiewicz, Stereotyp fabularny fantastyki naukowej. Wrocław 1980, Zakład Narodowy im. Ossolińskich (J. Verne, s. 53, 150).
17. Andrzej Stoff, Motywy astronautyczne w powieściach Juliusza Verne`a. "Astronautyka" 1978, nr 5.
18. Stanisław Strasburger, Czy Verne pisał antyutopię? "Nowe Książki" 1997, nr 10.
19. Jan Tomkowski, Juliusz Verne - tajemnicza wyspa? Łódź 1987, Wydawnictwo Łódzkie.
20. Ryszard Waksmund, Literatura pokoju dziecinnego. Warszawa 1986, "Nasza Księgarnia" (J. Verne, s. 120 - 121).
21. Stanisław Zieliński, Po Hinduskę w świat. "Nowe Książki" 1964, nr 8.
22. Andrzej Ziembicki, Juliusz Verne. "Nowe Książki" 1980, nr 24.
23. Andrzej Zgorzelski, Fantastyka. Utopia. Science fiction. Warszawa 1980, PWN (J. Verne, s. 108, 111).

PRZYPISY


1 Obecnie znajduje się tam muzeum pisarza.

2 "Według rodzinnej legendy, być może zmyślonej - pisze Krzysztof Czubaszek - protoplasta rodziny matki Juliusza, niejaki Allott, przybył ze Szkocji na dwór króla Ludwika XI i osiadł już na stałe we Francji."

Zob. K .Czubaszek, Tajemniczy pan Verne. Tekst ten zamieszczony został w "Magazynie Gazety Wyborczej" (1998, nr 10) oraz w ukazującej się w Nowym Yorku polskiej gazecie "Nowy Dziennik" (z 8 lutego 2000 r.). Warto dodać, że w roku 1859 Verne zwiedził Anglię i Szkocję. Wrażenia z owego wojażu zawarł w odnalezionej całkiem niedawno powieści Podróż wsteczna do Anglii i Szkocji, napisanej w latach 1859-1860. Nie została ona wydana za życia pisarza z powodu jej zbytniego realizmu. Verne bowiem bardzo wnikliwie obserwował życie i obyczaje obu zwiedzanych krajów.

3 Pojawiające się w dotychczasowych rozważaniach następujące określenia: żaglowiec "Coralie", "sznur korali", "kuzynka Karola" stanowią pierwsze z licznych kalamburów, na które zwraca uwagę Marc Soriano w swojej monografii (M. Soriano, Jules Verne. Paris 1978, s. 327 "Index des calambours").

4 H.R. Lottman, Juliusz Verne., przeł. J. Giszczak. Warszawa 1999, s. 48.

5 N. Drucka, Czarodziej z Nantes. Warszawa 1967, s. 45.

6 K. Czubaszek, op. cit.

7 Muzykę do tej farsy - podobnie jak i do operetki Oberża w Ardenach - skomponował Arystyd Hignard. Orkiestrą zaś wykonującą muzykę do farsy Pan Szympans dyrygował w Teatrze Buffo w Paryżu sam Jakub Offenbach.

8 Hebe to francuska forma imienia Heby: tak nazywano łagodną córkę Zeusa, która w mitologii greckiej była uosobieniem wiecznej młodości. Na Olimpie usługiwała biesiadującym bogom, nalewając nektar do ich pucharów. Zob. K. Andriejew, Potrójne życie Juliusza Verne'a, przeł. K. Frejdlich. Łódź 1985, s. 76.

9 Posłowie M. Wydmucha do powieści: Robur Zdobywca * Pan Świata Jules Verne'a, przeł. B. Sęk. Katowice 1988, s. 330.

10 N. Drucka, op. cit., s. 82.

11 J. Bergier, Jules Verne. [w:] Larousse. La Grande Encyklopedie. Paris 1976, vol. XX, s. 12536 - 12538.

12 Wywiad ten ukazał się w jednej z amerykańskich gazet 9 października 1903 roku, a więc w niecałe dwa lata przed śmiercią pisarza. Został też opublikowany w Internecie pod adresem http://jv.gilead.org.il/sherard2.html

13 J.Verne, Wokół Księżyca, przeł. L. Duninowska. Warszawa 1970, s. 22.

14 Tamże, s. 23.

15 Juliusz Verne w Polsce. Bibliografia dzieł Juliusza Verne'a wydanych w Polsce w latach 1863-1985, Andrzej Kempa i Winicjusz Łachaciński. Łódź 1986, s. 13.

16 D. Bieńkowska, Twórca sciencie fiction. Wstęp do powieści Pięć tygodni w balonie, przeł. M. Zajączkowska, Łódź 1986, s. 8-9.

17 K. Andriejew, op. cit., s. 92.

18 Tamże, s. 93.

19 Tamże, s. 94.

20 N. Drucka, op.cit., s. 85.

21 K. Andriejew, op.cit., s. 107.

22 Por. K. Andriejew, op. cit., s. 114.

23 Tamże, s. 116.

24 Tamże, s. 117.

25 K. Czubaszek, Tajemniczy pan Verne. "Magazyn Gazety Wyborczej" 1998, nr 10 oraz "Nowy Dziennik" ( 8 luty 2000 r.). To drugie pismo jest ukazującą się w Nowym Jorku polską gazetą. Tekst K. Czubaszka został też opublikowany w Internecie pod adresem http://republika.pl/ptjv/zeszyt1.htm.

26 Informacje o Michale - synu Juliusza Verne'a - zaczerpnąłem z artykułu pt. Tajemnicze archiwum. Artykuł ukazał się w czasopiśmie "Młody Technik" 1996, nr 6. Został on też opublikowany w Internecie pod adresem http://www.verne.hg.pl/glowna.html

27 K. Andriejew, op. cit., s. 168.

28 Bohater powieści Juliusza Verne'a, kapitan Nemo, w tym właśnie filmie wspomaga współczesną armię w walce z szaleńcem marzącym o panowaniu na ziemi.

29 Zob. recenzja filmu w "Gazecie Telewizyjnej" 1999, nr 182.

30 Premiera odbyła się 8 listopada 1874 roku. W ciągu jednego roku ukazało się czterysta przedstawień, a w latach 1874 - 1940 wystawiono ją w Paryżu ponad 3600 razy.

31 Beatlesi u Verne'a. "Gazeta Stołeczna" (WAW) 1997, nr 80.

32 L.Bardijewska, Wyprawa w głąb czasu. "Gazeta Stołeczna" (WAW) 1997, nr 84.

33 Lalkowy Verne nagrodzony. "Gazeta Stołeczna" (WAW) 1997, nr 240.

34 Verne śpiewany. "Gazeta Stołeczna" (WAW) 2000, nr 17.

35 Interesujące informacje o życiu i działalności tego znakomitego uczonego i wynalazcy, twórcy teorii lotu rakiety i podstaw astronautyki, zawiera opowieść W. Kulickiego pt. Triumf marzyciela. Warszawa 1962.

36 Zob. K.Andriejew, op. cit., s. 227.

37 Na rok przed rozpoczęciem Verne`owskiego cyklu Niezwykłe podróże zamknął swe dzieje francuski romantyzm (data publikacji Nędzników Wiktora Hugo - zob. J. Tomkowski, op. cit., s. .9.)

38 Ph. van Tieghem, Les influences etrangeres sur la litterature francaise. Paris 1967.

39 Ph. van Tieghem, op. cit., s. 240.

40 Wprawdzie zjawisko indukcji elektromagnetycznej odkrył w 1831 roku angielski fizyk i chemik Michael Faraday (1791 - 1867), ale za czasów Verne'a nie umiano jeszcze energii elektrycznej zastosować w praktyce na szeroką skalę.

41 R. Barthes, "Naultilus" i Statek pijany ", [w:] R. Barthes, Mit i znak. Eseje. Warszawa 1970, s. 71-74.

42 Słowo wstępne Z. Ryłki do powieści J. Verne 20.000 mil podmorskiej żeglugi, przeł. B. Kielski. Warszawa 1962, s. 5-6.

43 J. Verne, op. cit., s. 83.

44 J. Verne, op. cit. , s. 208 -209.

45 Zob. J. Tomkowski, op. cit., s. 43-44.

46 N. Drucka, op. cit., s. 126.

47 W. Krzemińska, Idee i bohaterowie. Lektury młodego czytelnika. Zarys problemowy. Wrocław 1969, s. 112.

48 J. Verne, op. cit., s. 288.

49 J. Tomkowski, op. cit., s. 109.

50 Tamże, s. 107.

51 Tamże, s. 30-31.

52 J. Verne, Tajemnicza wyspa, tom I , tlum. J.Karczmarewicz. Warszawa 1961, s. 116-117.

53 J. Verne, op. cit., s. 123.

54 Tamże, s. 108-109.

55 G.Carpentier:, Wyspa pełna tajemnic. Z francuskiego przełożył i przypisami opatrzył K. Czubaszek. Tekst ten opublikowany został w "Bulletin de la Societe Jules Verne", 1998, nr 4. Czytelnik znajdzie ten tekst również w Internecie pod adresem http://www.verne.hg.pl/glowna.html

56 N. Drucka, op. cit., s .151.

58 J. Verne, Tajemnicza wyspa, tom II, tłum. J. Karczmarewicz. Warszawa 1961, s. 177-178.

59 A. Gołubiew, Świadkowie przemian. Kraków 1974, s. 266 -267.

60 A. Gołubiew:, op. cit., s. 267.

61 J. Verne, Tajemnicza wyspa, tom II, op. cit., s. 295.

62 Tamże, s. 289.

63 Tamże, s. 290.

64 Tamże, s. 298.

65 Zob. J. Verne, Tajemnicza wyspa, tom I, s. 10.

66 Tamże, s. 16.

* Mobilis in mobili (łac.) - ruchome w ruchomym.

67 J. Verne, Tajemnicza wyspa, tom II, s. 296.

68 J. Verne:, Tajemnicza wyspa, tom I, s. 90-91.

69 Tamże, s. 205.

70 N. Drucka, op. cit., s. 150.

71 J. Tomkowski, op. cit. s. 19.

72 Tamże.

73 J. Verne, W 80 dni dookoła świata, przeł. Z. Florczak., Warszawa 1987, s. 30.

74 J. Verne, op. cit., s. 32.

75 Zob. Irving i Harriet Deer, Satyra jako gra retoryczna, [ w:] Nowa proza amerykańska. Szkice krytyczne. Warszawa 1983, s. 386.

76 I. i H. Deer, op. cit., s.386.

* "transire bene faciendo" (łac.) - iść przez życie czyniąc dobrze.

77 J. Verne, op. cit., s. 57.

78 J. Verne, op. cit. , s. 12-13.

79 Tamże, s. 54-55.

80 Tamże, s. 77.

81 S. Zieliński, Po Hinduskę w świat. "Nowe Książki" 1964, nr 8.

82 S. Zieliński, op. cit., s. 349.

83 J. Tomkowski, op. cit., s. 64.

84 J. Kagarlicki, Co to jest fantastyka naukowa? przeł. K. W. Malinowski. Warszawa 1977, s. 357.

85 N. Drucka, op. cit., s. 188.

86 Tamże, s. 199.

87 Przedmowa Piero Gondolo della Riva do powieści J. Verne'a pt. Paryż w XX wieku, przeł. H. Karpińka, Warszawa 1997, s. 10.

88 H.R. Lottman, op. cit., przeł. s. 381.

89 W skrótowym i niepełnym przedstawieniu treści utworu J. Verne`a Paryż w XX wieku wykorzystałem artykuł R. Okraski pt. Paryż w XX wieku, czyli Juliusz Verne ostrzega. Artykuł został umieszczony w Internecie pod adresem: http://bezuprzedzen.pl/recenzje/verne.html

90 M. Piasecki, Apokalipsa Verne`a. "Gazeta Wyborcza" 1997, nr 176.

91 S. Strasburger:, Czy Verne pisał antyutopię? "Nowe Książki" 1997, nr 10.

92 Zdaniem J. Tomkowskiego, datę przełomową w rozwoju sceptycyzmu pisarza wobec postępu w zakresie techniki stanowi - być może - ukazanie się Piętnastoletniego kapitana (1878). Zob. J.Tomkowski, Juliusz Verne - tajemnicza wyspa?, op. cit., s. 96.

93 N.Drucka, op. cit., s. 170.

94 Tamże.

95 W przedstawieniu zawartości treściowej i problematyki powieści Robur Zdobywca i Pan Świata wykorzystałem posłowie M. Wydmucha do tych właśnie powieści. Zob. Jules Verne, Robur Zdobywca * Pan Świata, przeł. B. Sęk. Katowice 1988, s. 328-332.

96 Zob. N.Drucka, op. cit., s. 210.

97 Tamże.

98 Tamże.

99 N. Drucka, op. cit., s. 130-131.

100 N. Drucka, op. cit., s. 220.

101 M. Soriano, Guide de Litterature pour la jeunesse. Paris 1975, s. 517 i następne.

102 F. Caradec, Histoire de la litterature enfantine en France. Paris 1997, s. 167.

* W przedstawionych rozważaniach został częściowo wykorzystany dziesięciostronicowy materiał w maszynopisie doc. dr hab. Anny Nikliborc z Uniwersytetu Wrocławskiego . Jej biogram znajdzie czytelnik w Leksykonie literatury dla dzieci i młodzieży Stanisława Fryciego i Marty Ziółkowskiej - Sobeckiej. Piotrków Tryb. 1999, s. 283-285). Wymieniony wyżej materiał otrzymałem od niej w roku 1989 w celu opracowania obszernego szkicu literackiego na temat życia i twórczości Juliusza Verne`a.